Haha wracając do dzisiejszego czy tam wczorajszego tematu "nie myślenia" czy też "ciążowego mózgu", a może raczej jego braku, to właśnie dałam sobie prawo rozpakować mój ostatni ślubny prezent, którego przez te półtora roku bałam się dotknąć i do niego zajrzeć to taka mini wyprawka dla dziecka w formie tortu z pampersów i rożnych gadżetów m.in z niebieskiego termometra żyrafy, myślę sobie super, dzidziusia przegrzać nie można nie będę musiała już kupować, i jakież jest moje zdziwienie kiedy czytam oznaczenie na termometrze, które zaczyna się od 0 stopni i w górę przy 30 jest smutna buźka, a przy 37 uśmiechnięta i napis OK! Tak więc przez następne dobre 40 min zadaję sobie pytanie "jak żyć?" 37 stopni w pokoji? Wtedy wchodzi mój mąż i mówi " o, ale masz fajny termometr do wody" do wody?- pytam, " no tak do kąpania bobasa są takie specjalnie". Wiele mi to wyjaśniło ;-)