Czy Wy też tak widzicie wszystko w czarnych barwach czy to ja jakaś dziwna jestem? Wciąż mi się wydaje że poronię, że na wizycie u lekarza coś będzie nie tak....nie umiem jeszcze się cieszyć z ciąży bo boję się że jak się zacznę cieszyć to coś złego się stanie. W ogóle nie rozumiem tego bo jestem optymistką i zawsze wszystko biorę z uśmiechem, a jeśli chodzi o ciążę to jest zupełnie inaczej. Ja nawet jak idę siku to się boję że na papierze zobaczę ślad krwi. To chore...mąż już mnie ochrzania, że wymyślam, że przez moje myślenie i gadanie naprawdę coś złego się stanie. Zapewne jest to spowodowane wcześniejszymi niepowodzeniami...myslicie, że to minie? Np po pierwszym, ryzykownym trymestrze? Liczę że jeśli na jutrzejszej wizycie wszystko będzie dobrze to odpuszczę chociaż troszkę i zacznę myśleć pozytywnie, bo aż mam wyrzuty sumienia że tak nie wierzę w tę ciążę....