Heh, też mam męża gracza. Generalnie rozumiem jego pasję, bo sama czasem lubię pograć. Swego czasu potrafiłam spędzić całe godziny przy grze, ale teraz nie chce mi się tyle przy kopie siedzieć nawet jak mam czas. Tylko, że u niego to już nałóg chyba trochę, bo włączenie kompa jest niemal pierwszą rzeczą, jaką robi po wstaniu rano, zdarzało mu się nieraz w ten sposób "nie zdążyć" zjeść śniadania przed wyjściem z domu, chociaż wstał godzinę lub dwie wcześniej. To samo wieczorem, jak mówię, że może byśmy się położyli już, to on, że mu się nie chce jeszcze spać, albo że chce jeszcze sobie posiedzieć... a jak już przyjdzie do łóżka, to 5 minut i zasypia. Jeśli chodzi o pomaganie w domu, to cóż - jeśli go poproszę, to robi różne rzeczy, chociaż zwykle muszę kilka razy "przypominać". Sam z siebie rzadko niestety na coś wpada, chociaż nie powiem, zdarza mu się z własnej inicjatywy pozmywać naczynia.

Od święta bierze się za jakieś remontowo-wykończeniowe rzeczy typu powieszenie plafonu na suficie czy przykręcenie listwy, ale zazwyczaj muszę mu najpierw "potruć" odpowiednio długo. Albo jak się pokłócimy tak solidniej, to powera jakiegoś dostaje na robotę, ale to kiepska wymiana.
Tylko tak się zastanawiam, czy w dobrym kierunku to idzie, bo przecież lada dzień maleństwo przyjdzie na świat i zaczynam się bać, by tatuś nie uciekał do kompa od tego wszystkiego. Sama nie wiem, może powinnam z nim pogadać na poważnie czy coś... Tylko nie chcę, by mnie traktował potem jak swoją mamę, która jest wielkim wrogiem gier komputerowych i przy każdej okazji mu "truje" aż do przesady a on się wtedy wkurza, a to co `ona mówi i tak wypuszcza drugim uchem. Kurczę, no nie wiem, jak do niego przemówić, boję się, że zamiast spokojnej rzeczowej rozmowy zrobię jakąś głupią awanturę bez sensu...