No, żeby za fajnie się tydzień nie zaczął to odebrałam telefon od mamy, czy już wkońcu urodziłam i kiedy ma przyjechać, wrr...

Mam nadzieje, że zima będzie trzymać długo, bo 300 km w takich warunkach lepiej się nie pchać. A już myślałam, że zrozumiała,że ma przyjechać jak dojde do siebie po porodzie i do niej zadzwonie, a tu znowu ta sama śpiewka. Powidziałam jej, że rodze dopiero w lutym, bo lekarze źle obliczyli termin



to może będe miala pare dni spokoju

;-)
Poza tym to stwierdziła, że powinnam już być w szpitalu i czekać na poród, bo jak coś się zacznie dziać, żebym zdążyła do szpitala


No i może nie być miejsc


Już widze miny na IP. " Dzień dobry, mam termin za 2 tygodnie i chciałabym sobie tutaj poczekać na poród , a najlepiej to wykupić miejscówke



Dla nie wtajemniczonych- mieszkam prawie pod samym szpitalem - 30 min drogi spacerkiem w tępie ciężaróweczki w 9 m-cu

;-)a samochodem to góra 3 - 4 minuty - także zdąże nawet między jednym, a drugim skurczem



a to jest jedyny szpital w mieście i tak muszą mnie przyjąć
