Żeby rodzić na Łubinowej musisz iść na wizytę do lekarza, który tam pracuje. Szpital Łubinowa ma trzy przychodnie, w których przyjmują lekarze pracujący w szpitalu, musisz iść tam na wizytę I oni cię zakwalifikują albo odeślą na dodatkową wizytę u ordynatora. Wizyta w przychodni jest na NFZ, u ordynatora płatna 300 zł. Do tego już po kwalifikacji przez lekarza z Łubinowej umawiasz się na wizytę u anestezjologa - 150 zł. Dopiero po tym wszystkim, jak najdą cię skurcze albo odejdą wody, jedziesz do szpitala I masz pewność że cię nie odeślą. Znam kilka położnych stamtąd, złote kobiety które wszystko zrobią żeby ci pomóc w porodzie. A szpital... Za odpowiednią ilość $ możesz wszystko.
Za to bonifratrzy - przychodzisz, badają cię na ginekologicznej Izbie przyjęć, przyjmują na oddział albo odsyłają do domu, jeśli nic się nie dzieje, rodzisz. Nie musisz miec tam lekarza, żeby być dobrze traktowaną. Nie musisz przychodzić na wcześniejsze wizyty tam, czy ktg. Jedyny problem jaki może się pojawić, to obłożenie. Zwykle oddział ginekologiczno-położniczy jest pełny, zwolnione łóżko szybko jest zajmowane przez kolejną panią. Ja od momentu badania I przyjęcia do momentu dostania łóżka czekałam 6 godzin. Oczywiście jeśli jesteś w aktywnym porodzie to tak nie jest, nie musisz rodzić na korytarzu - biorą cię od razu na salę porodową, tam masz intymność, spokój, ciszę, pomoc świetnych położnych, masę pomocy w porodzie (wanna, piłka, chusta, masaż, muzyka, zapach, pomoc partnera). Na trakcie porodowym wszystkie salę są jednoosobowe z łazienkami. Na gin-pol sale są 3-4 osób, każda sala z łazienką. Jest czysto I schludnie, wiadomo ze przy takim przemiale sprzęt szybciej się zużywa, meble nie są pierwszej nowości, ale I tak warunki lokalowe określam na bardzo dobre. Dodatkowo, na oddziale noworodkowym lekarze I pielęgniarki to świetni ludzie. Raz podczas wizyty z małą zrobiło mi się słabo. Zaraz lekarka się zainteresowała, dali mi wody, zawieźli do sali na wózku, przywieźli później małą po badaniach. Byłam 5 godzin po super szybkim I intensywnym porodzie, nikt nie oceniał, nie komentował. Nikt nie wciskał mi kościoła do gardła, mimo że to szpital związany z zakonem bonifratrów. Jedyne co to ksiądz codziennie po południu chodzi po salach I proponuje komunię, ale wystarczy odmówić I nie drąży tematu. Miałam marzenie rodzić w Mysłowicach, ale ostatecznie zdecydowałam się na Bonifratrów I nie żałuję. Możliwe że jeśli będę miała kiedyś rodzić drugi raz to też będę chciała tam.