Mialam dzis KTG.
Musialam pojsc do innego lekarza, bo moj nie mial do tego sprzetu, a w szpitalu nie chcieli tego zrobic, bo ze niby oni robia, ale dopiero po terminie. Maly szaleje w najlepsze, pokazaly mi sie tylko dwa skurcze na 75%. Wiec w sumie ok.
Ale to nic. Po tym lekarka wypisuje mi papiery do mojego gina i nagle "a prosze jeszcze wejsc na fotel"... a ja w szoku.
Pierwszy raz bylam w gabinecie, ktory jest polozony na parterze domku, przy dosyc ruchliwej ulicy, z czego fotel stoi naprzeciw okna(ktore nie wiem czemu jest nawet nie zamalowane do polowy jak w innych gabinetach, tylko wisi w nim firanka), a dodatkowo w sam srodek mojej "malej" swieci lampa.
Nigdy wiecej, brrrrr
Nigdy nie mialam takiego dyskomfortu podczas badania, czulam sie okropnie i nie wiedzialam czy uciec czy sie smiac..........
I takie mam doswiadczenia z panstwowa sluzba zdrowia, nigdy wiecej...
A i po tym badaniu sie dowiedzialam, ze do niedzieli(a wtedy mam termin) to raczej ona nic nie przewiduje, szyjka zamknieta i "w dobrym stanie"(slowa lekarki).....a ja tak bym juz chciala miec to za soba..........
Pozdrawiam Was!:-)