forever wiesz ja sama nie wiem, Mati jest ich 8 wnuczkiem z kolei i wydaje mi sie ze oni mysla ze maja wieksze zoobowiązania wobec pozostałej 6 (5 wnucząt mieszka z nimi, 1 w bardzo bliskim sąsiedztwie), 1 wnuczka mieszka w Anglii i nie maja z nią kontaktu (jej rodzice nie są ze sobą)
siostrze mojego G. która ma 5 dzieci troche zycie sie skomplikowało i musiała zamieskzac ze swoimi rodzicami (moimi tesciami) i dla mnie to zrozumiałe ze jej pomogli i jej dzieciom my nawet nie oczekujemy pomocy od nich (bo tez sie u nich nie przelewa) ale chodzi o takie zwyczajne podejscie do dziecka, u nas byli tak jak pisałam na chrzcinach i potem tylko tesciowa na roczku i tyle! kazdy rozumie ze moze byc ciezka sytuacja ale raz na miesiąc mozna jakos zoorganizowac przyjazd do nas, ja staram sie tam jezdzic ze wzgledu na mojego G. bo wiem jak sie czuje przez tą sytuacje, ale ile razy mozna tam jechac i słuchac ze tak rzadko bywamy i Matiego nie widzą, a jak Mati był to zawsze płakał (ostatnio przez 2 godziny nie mogłam go uspokoic) i wpada w jakąs panike jakby sie ich bał - obcych sie tak nie boi jak u nich
no i oni nie rozumieja ze on nie zna nowego miejsca, tylko wszyscy leca do niego z rękoma zeby go brac a on przerażony bo nie wie co sie dzieje

wczoraj bylismy na chwile (miałam go nie brac ale tez nie chce wyjśc na kogos kto utrudnia kontakt dziecka z dziadkami) Mati pieknie sie bawił z dzieciakami w ogródku, ale z dala od dziadków

nawet podejsc nie chciał, ani spojrzec jak go wołali do siebie...