Aniu też życzę Ci wytrwałości i szczerze współczuję. Jednocześnie częściowo wiem co czujesz bo sama nie mam idealnych teściów a MUSZĘ (prawie) z nimi mieszkać...
Jak już wcześniej pisałam sytuacja nas zmusiła do przeprowadzki do domu teściów (na szczęście do osobnego mieszkania). W tym momencie, ktoś mógłby pomyśleć, osobne wejście, osobna kuchnia i łazienka... luz. Niestety, nic z tych rzeczy. Moi teściowie (choć nie jesteśmy w formalnym związku to tak o nich mówię) są osobami uwielbiającymi wiedzieć wszystko o wszystkich, w szczególności o nas. Jak przeprowadzałam się do mojego R. ponad pięć lat temu to mówił mi, że z nimi najlepiej na dystans. Wtedy tego nie rozumiałam - wydawali się być tacy mili, od początku mówili do mnie córciu i takie tam. Z czasem zauważyłam, że robią wszystko bym ja stała się ich informatorem i mediatorem - nie mieli najlepszych układów z synem - ze swojej winy (brak zaufania, traktowanie go jak totalnego idioty - a to naprawdę bardzo inteligentny facet) i chcieli żebym przekonywała go do ich chorych pomysłów. I tak - dziś nie mamy pewności czy to , że straciliśmy nasze wynajmowane mieszkanie nie jest ich zasługą... Od zawsze chcieli żebyśmy mieszkali z nimi - by po prostu nieustannie nas kontrolować. Nie chcę się wdawać w szczegóły ale w tak małym miasteczku jak Karpacz potrafili na nasz temat rozsiewać zupełnie bzdurne plotki.
Ja nie byłam do tego przyzwyczajona (i nigdy nie będę), to wspólne mieszkanie - pomimo pewnych plusów - jeden pokój więcej, ogród - staje się koszmarem bo na każdym kroku dają nam do zrozumienia że nie jesteśmy u siebie i nie mamy prawa o niczym decydować. Marzymy o wygranej w totka bo bez tego nie będzie nas stać na własne M. Wcześniej mieszkałam w Warszawie, w dużym bloku, gdzie nawet sąsiadów nie kojarzyłam, a jeszcze wcześniej w Bielsku gdzie z domu wyniosłam zasadę - rodzina to my - mama, tata ja i siostra - babcie, teściowie, owszem tak - ale nie na kupie i nie bez granic...
Na szczęście (o tym też już wspominałam) mam wielkie oparcie w moim R. - on ma takie samo zdanie i trochę się boimy jak to będzie jak Leoś się urodzi... Nie chcę ciągłych spięć ale też nie odpuszczę - i tak "dzięki" nim ciąża nie jest tak sielskim czasem jak być mógłby...
Mały przykład - mamy jeden licznik na wodę i jeden zbiornik (podobno ogromny 400l na cztery osoby). Coś z nim jednak jest nie tak bo jeszcze się nie zdarzyło żebyśmy mogli się normalnie wykąpać, a kąpiemy się zawsze razem więc teoretycznie tej wody i tak mniej idzie. Zawsze trafiamy już na zimną - i dopiero jak zdarzyła się sytuacja odwrotna. tzn. my się wykąpaliśmy o jakiejś śmiesznej porze - typu 18.00 i teściowa zadzwoniła, że nie mają wody z awanturą(!) to dotarło do niej, że coś co zgłaszamy od miesiąca jest prawdą. Myliłybyście się jednak, gdybyście pomyślały że wezwali kogoś do bojlera - nie, oni po prostu chcą ustalić grafik kąpieli (!!!) PARANOJA! Ja już tłumaczyłam, że w momencie jak będę w zaawansowanej ciązy, nie mówiąc już o czasie jak Leonard się urodzi to woda po prostu będzie musiała być (dla mnie to nawet brzmi abstrakcyjnie i XVIII-wiecznie jak to piszę) dokładnie wtedy i na tyle czasu ile będę potrzebować to w ogóle to pozostawili bez komentarza...
Kolejna sprawa - moja teściowa (co również wstyd przyznać) masakrycznie przeklina - owszem mi też i mojemu R. się zdarzy, niekoniecznie w sytuacjach pełnych agresji, ale ona traktuje k... jak przecinek i obraziła się jak poprosiliśmy ją by nie przeklinała, albo chociaż to ograniczyła bo Dzidiziuś zaczyna już słyszeć... Oczywiście uznali nas za przemądrzałych ludzi, a to co mówimy za fanaberię...
Ech... musiałam się wygadać.