reklama

Teściowie

A wczoraj P. sie z mama poklocil. Powiedziala mu zeby sie nie wyprowadzal, bo po co? W domu bedzie mial lepiej, a u nas to bedzie pewnie przeszkadzal jak o 5 do pracy bedzie wstawal, nikt mu sniadania nie zrobi, no i ogolnie przy niej bedzie mial lepiej. A przeciez jak chce to moze chodzic do mnie codziennie. Mi po prostu oczy wyszly z orbit jak mi to powiedzial. Ona za wszelka cene nie chce go 'ODDAĆ'!

Jej mąż też mieszkał ze swoją mamusią i do niej "chodził"?
Ciekawe czy jak siostra P. by zaszła w ciąże, to też by powiedziała, żeby jej partner mieszkał nadal u mamusi bo tam będzie miał lepiej.
Ania, na szczęściwe Twój P. jest po Twojej stronie, ma swoje zdanie i potrafi je matce powiedzieć.
 
reklama
teraz tak sie wlasnie zastanowilam czy ona mowila tylko o okresie ciąży, czy tez miala na mysli zeby po urodzeniu dziecka tez mieszkal z nią :| najgorsze w tym wszystkim jest to, ze byla tu i siedzialysmy we 3-ja ona i moja mama. Rozmawialysmy o przybraniu samochodu, o daniach na sobote, o wiązankach torcie itd i ona nie miala na zaden temat swojego zdania. Mamy znajomą, ktora sie zajmuje wiązankami slubnymi, strojeniem sal, kosciolow itd i powiedziala ze zrobi tanio, a mama P. 'OK'. a w domu mu powiedziala do niego ze poszla by do kwiaciarni i zamowila i by bylo z glowy. P. powiedzial ze ona sie tak zachowuje bo wszystko by chciala sama zalatwic :/ A jak spotkali sie za pierwszym razem jego rodzice z moimi to rozmawiali czy nie zrobic kolacji po slubie gdzies w restauracji, ale moj tata powiedzial ze w rodzinnym gronie to i napic sie mozna i jedzenie swoje sie zrobi, a tak to bedzie trzeba placic nie wiadomo ile i nie wiadomo czy dobre bedzie jedzenie, a do tego bedzie trzeba wyjsc np do 21 czy 22. A w domu to tak kameralniej. Nic jego mama nie powiedziala, a jego tata sie ucieszył. Powiedzial ze swietny pomysl i ze nie ma co szukac restauracji. A w domu mama P. tydzien przezywala, ze jak to tak w domu??? ze tyle roboty itd. Ona nie umie powiedziec wprost sswojego zdania przynajmniej mi :/ Ale za to tata P. jest bardzo fajnym czlowiekiem. Mysle ze nie powiedzial na mnie zlego slowa nigdy, chociaz mama P. tez do tego powodow nie ma. Tylko ze znowu tu jest problem taki, ze P. sie z nim strasznie kloci, a mamusia zawsze go broni. A kloca sie bo maja takie same charakterki. Tata P. jest po prostu bardziej wyluzowany, nic tak nie przezywa jak ona, i w ogole fajnie sie z nim rozmawia-przynajmniej mi. Chociaz on sie udał.
 
aż mi oczy wyszły z orbit aniu :szok: jak można coś takiego powiedziec, Twoja przyszła teściowa zachowuje się jak teściowa mojej mamy. :szok: Niech P. się jak najszybciej przeprowadza do Ciebie w końcu inaczej będzie jak będzie mógł mieszkac z Tobą i maluszkami - pokocha je jeszcze bardziej. A Twoja Teściowa zrozumie swój błąd, ale jak taka typowa starosc ją dopadnie i zacznie tracic syna, zrozumie, że On jest dorosły i ma prawo do swojego życia, ale to dopiero może za 10 lat, ale raczej 20. Póki, co trzymajcie się razem i walczcie o swoje,a przede wszystkim ciesz się ty, że go poślubiasz.
 
Aniu-szkoda słów co do teściowej.Ważne że Twój P umie powiedzieć mamuni co myśli.Teraz to Wy stworzycie rodzinę a teściowej w końcu przejdzie mam nadzieje.A najlepiej byłoby wyprowadzić się na tyle daleko żeby w ciągu dnia nie opłacało się przyjechać.Lepiej być troszkę dalej ale żyć spokojnie i bez osób trzecich.To jest akurat moje zdanie.
My mieszkamy 60km od naszych rodziców i jestem bardzo zadowolona.Moi rodzice jak tylko zadzwonię i powiem że potrzebuje pomocy od razu przyjeżdżają.Jak trzeba to mama zostaje żeby pomóc.Teściowa jest w Szkocji.I zostaje nieszczęsny teść,ja tam nie jeżdżę bo go nie trawie.
 
A ja znowu musiałam spotkać moją teściową (jak pech to pech). Mieliśmy przez weekend sporo różnych imprez plenerowych i festynów w mieście. Idziemy z mężem na spacerek i kogo widzę? :/ Podeszła do nas z jakąś ciotką (już nieźle podchmielona) i wyskakuje z informacją ze jakiś wujek (też nawalony) dostał się do szpitala :/ Myslała ze zrobi sensację a tu z naszej strony śmiech :D Oczywiście ani słowa o dziecku, jak się czuję, jak mały itp... Jak zobaczyła że jesteśmy znudzeni i nie mamy ochoty z nią gadac odwrociła się na pięcie i poszła owego wujka szukac ;) Generalnie "śmiech na sali" ;)
 
Aniu też życzę Ci wytrwałości i szczerze współczuję. Jednocześnie częściowo wiem co czujesz bo sama nie mam idealnych teściów a MUSZĘ (prawie) z nimi mieszkać...
Jak już wcześniej pisałam sytuacja nas zmusiła do przeprowadzki do domu teściów (na szczęście do osobnego mieszkania). W tym momencie, ktoś mógłby pomyśleć, osobne wejście, osobna kuchnia i łazienka... luz. Niestety, nic z tych rzeczy. Moi teściowie (choć nie jesteśmy w formalnym związku to tak o nich mówię) są osobami uwielbiającymi wiedzieć wszystko o wszystkich, w szczególności o nas. Jak przeprowadzałam się do mojego R. ponad pięć lat temu to mówił mi, że z nimi najlepiej na dystans. Wtedy tego nie rozumiałam - wydawali się być tacy mili, od początku mówili do mnie córciu i takie tam. Z czasem zauważyłam, że robią wszystko bym ja stała się ich informatorem i mediatorem - nie mieli najlepszych układów z synem - ze swojej winy (brak zaufania, traktowanie go jak totalnego idioty - a to naprawdę bardzo inteligentny facet) i chcieli żebym przekonywała go do ich chorych pomysłów. I tak - dziś nie mamy pewności czy to , że straciliśmy nasze wynajmowane mieszkanie nie jest ich zasługą... Od zawsze chcieli żebyśmy mieszkali z nimi - by po prostu nieustannie nas kontrolować. Nie chcę się wdawać w szczegóły ale w tak małym miasteczku jak Karpacz potrafili na nasz temat rozsiewać zupełnie bzdurne plotki.

Ja nie byłam do tego przyzwyczajona (i nigdy nie będę), to wspólne mieszkanie - pomimo pewnych plusów - jeden pokój więcej, ogród - staje się koszmarem bo na każdym kroku dają nam do zrozumienia że nie jesteśmy u siebie i nie mamy prawa o niczym decydować. Marzymy o wygranej w totka bo bez tego nie będzie nas stać na własne M. Wcześniej mieszkałam w Warszawie, w dużym bloku, gdzie nawet sąsiadów nie kojarzyłam, a jeszcze wcześniej w Bielsku gdzie z domu wyniosłam zasadę - rodzina to my - mama, tata ja i siostra - babcie, teściowie, owszem tak - ale nie na kupie i nie bez granic...

Na szczęście (o tym też już wspominałam) mam wielkie oparcie w moim R. - on ma takie samo zdanie i trochę się boimy jak to będzie jak Leoś się urodzi... Nie chcę ciągłych spięć ale też nie odpuszczę - i tak "dzięki" nim ciąża nie jest tak sielskim czasem jak być mógłby...

Mały przykład - mamy jeden licznik na wodę i jeden zbiornik (podobno ogromny 400l na cztery osoby). Coś z nim jednak jest nie tak bo jeszcze się nie zdarzyło żebyśmy mogli się normalnie wykąpać, a kąpiemy się zawsze razem więc teoretycznie tej wody i tak mniej idzie. Zawsze trafiamy już na zimną - i dopiero jak zdarzyła się sytuacja odwrotna. tzn. my się wykąpaliśmy o jakiejś śmiesznej porze - typu 18.00 i teściowa zadzwoniła, że nie mają wody z awanturą(!) to dotarło do niej, że coś co zgłaszamy od miesiąca jest prawdą. Myliłybyście się jednak, gdybyście pomyślały że wezwali kogoś do bojlera - nie, oni po prostu chcą ustalić grafik kąpieli (!!!) PARANOJA! Ja już tłumaczyłam, że w momencie jak będę w zaawansowanej ciązy, nie mówiąc już o czasie jak Leonard się urodzi to woda po prostu będzie musiała być (dla mnie to nawet brzmi abstrakcyjnie i XVIII-wiecznie jak to piszę) dokładnie wtedy i na tyle czasu ile będę potrzebować to w ogóle to pozostawili bez komentarza...

Kolejna sprawa - moja teściowa (co również wstyd przyznać) masakrycznie przeklina - owszem mi też i mojemu R. się zdarzy, niekoniecznie w sytuacjach pełnych agresji, ale ona traktuje k... jak przecinek i obraziła się jak poprosiliśmy ją by nie przeklinała, albo chociaż to ograniczyła bo Dzidiziuś zaczyna już słyszeć... Oczywiście uznali nas za przemądrzałych ludzi, a to co mówimy za fanaberię...

Ech... musiałam się wygadać.
 
Oczywiście ani słowa o dziecku, jak się czuję, jak mały itp...

Coś mi się przypomniało. Co prawda to nie dotyczy teściowej tylko mojej babci od strony ojca. Od poczatku nie tolerowała mojej matki i mnie odkąd się urodziłam. Rodzice mnie jednak wychowali w szacunku do niej, w końcu to starsza osoba, babcia więc w dzien babci czy inne święta latałam z kwiatkiem, jak ją spotkałam to zagadałam jak się czuje itp. Od grudnia, po śmierci dziadka moja matka nagle zrobiła się ukochana synową.
W ciąży jestem od 18 tygodni, rodzina o ciązy dowiedziala się bardzo szybko, poniewaz w 5 tyg. wylądowałam w szpitalu. Babcia ani razu nie zapytała sie mnie jak się czuję, jak dziecko, w ogóle zero zainteresowania. Dodam, że babcia mieszka w domu obok moich rodzicow i jak jestem u rodziców, a jestem kilka razy w tygodniu, to zawsze ja spotykam jak siedzi w ogródku.
 
Inez - tacy ludzie chyba poprostu muszą być na świecie :/ I ja wiem z własnego doświadczenia ze jeżeli dobra chce tylko jedna strona to nigdy nic z tego nie wyjdzie... Ja wiem jaki miałam stosunek do mojego dziadka (alkoholik, masakryczie przeklinał). I tak jak u Ciebie rodzice absolutnie nie nakręcali mnie przeciwko niemu - poprostu człowiek nie ma ochoty przebywać w takim towarzystwie... Myślę, ze z moim dzieckiem będzie podobnie. Babcia jest babcią, ale z biegiem lat syn też pewnie zacznie zauważac że matka mojego meża nie jest osobą godną uwagi...
 
reklama
Paulinko zgadzam się z Tobą w pełni, a co do Twojej sytuacji to współczuję - mój teściu jest alkoholikiem i choć "ciąg" nie przydarzył mu się już od ponad dwóch lat to codzienne piwko (albo dwa albo trzy) są nieodzowne. Dla mnie to nie do pomyślenia przy chorobie alkoholowej - w każdym razie jakoś się trzyma. Drażni mnie niesamowicie co innego - on generalnie jest dobrym człowiekiem, pochylającym się nad losem innych - ale najgorsze jest to, że najwięcej zrozumienia ma dla takich jak on - nie uważa, że w Karpaczu przydałby się kolejny plac zabaw - "przecież są takie na których R. się bawił - 30 lat temu" ale za to miejsce dla alkoholików których nie stać na knajpy i chcą się napić w lasku żeby ich nikt nie widział jak najbardziej powinno być. Ktoś kto, że tak powiem zapali jointa jest przestępcą i brzydzi się kimś takim i za "milion dolarów by nie zapalił tego świństwa, Holendrów i Czechów uważa za degeneratów a matce która opiekowała się 3-miesięczną córką mając 3 promile we krwi (przypadek z Karpacza - zostawiła córeczkę w kuchni gdzie była zupa na gazie i poszła po wino do sklepu) i została skazana na ograniczenie praw rodzicielskich szczerze współczuje i uważa że policja działała na wyrost... Brak słów.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry