• Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Teściowie

reklama
Co do pomocy finansowej i rodziców i teściów to uważam, że boli najbardziej jak któreś z dzieci się wspomaga, a inne nie.
Ja mam brata,starszego o 5 lat,ma ponad 30 lat,jest sam,nie ma nawet dziewczyny...ale za to dostał od moich rodziców dużo więcej niż ja...
Rodzice wybudowali mu wielki dom,kupili samochód z salonu,miał wszystko co tylko chciał...
Ja nie dostałam ani samochodu,ani nie wybudowali dla mnie domu,ale szczerze powiem nie boli mnie to wcale,nie jestem zazdrosna,że dostał tyle a ja nic...
Jakoś inaczej podchodzę do tego wszystkiego,chodzi chyba właśnie o to,że ja nie muszę nikomu się tłumaczyć skąd mam na to czy na tamto,bo na wszystko zapracowaliśmy sami z mężem...i nie ważne,że auto czy motor mamy przy pomocy kredytu,ale sami za to płaciliśmy i nikt nam nic za darmo nie dał...
Najlepsze w tym wszystkim jest to,że i tak mój brat z zazdością patrzy na mnie i mojego męża być może właśnie chodzi o to,że gdyby nie rodzice to nie miał by nic...bo jak się za dużo dostaje ,to pewnych rzeczy nie potrafi się dostrzec...
 
Ostatnia edycja:
Co do pomocy finansowej i rodziców i teściów to uważam, że boli najbardziej jak któreś z dzieci się wspomaga, a inne nie. Pewnie o to chodzi Ani.

Trusia, nie wiem czy masz rodzeństwo, ale z mojego doświadczenia nie ma czegoś takiego jak równomierne wspomaganie wszystkich dzieci. No chyba, że się przyjmie, że się nie pomaga nikomu i w dniu 18 urodzin wyprasza się kolejne potomstwo z domu. Wystarczy, że jedno z dzieci zostaje dłużej w rodzinnym domu i już jest bardziej wspierane przez rodziców niż te, które się wyprowadziły. A tak poza ty, wyliczanie kto dostał więcej, kto mniej, jest, moim zdaniem, obrzydliwe.
 
Akurat z tym się nie zgodzę. Każde z rodziców wspiera które z dzieci uważa za "słabsze" i "poszkodowane". Nie jest to akurat te które zostaje dłużej w domu... Nie dotyczy to mojego "podwórka", ale moich wieloletnich obserwacji wielu rodzin. A zagladania do portfela i łóżka nienawidzę. Czy to mojego, czy cudzego.
 
Witam, na tym wątku jestem po raz pierwszy. Celowo szukałam go w wyszukiwarce wśród innych wątków. Chociaż tutaj mogę wyrzucić z siebie to, co mnie gryzie. Mianowicie... z tatą mojej córeczki nie jesteśmy po ślubie, więc nie mogę powiedzieć, że jego rodzice są moimi teściami, no ale powiedzmy, że są "potencjalnymi" teściami. Na kilka dni przed terminem porodu przyjechali do nas z drugiego końca Polski, żeby pomóc, jak mała się urodzi. Przed porodem teściowa nadskakiwała tak, że ojej, pilnowała mnie tak, że nie mogłam rozwiesić prania, bo ona powiesi, itp. We własnym mieszkaniu zaczęłam się czuć jak więzień. Ciążę przenosiłam 8 dni i urodziłam trochę później. Wszyscy czekali jak na szpilkach. Teściowie odwiedzili nas w szpitalu i było ok. Na dobre zaczęło się po powrocie do domu. Teściowa na krok nie odstępuje naszego dziecka, jak mała tylko zakwili, to ona ją na ręce i nosi, gada do niej. Dzisiaj jak mała zaczęła płakać, bo była głodna i chciałam ją wziąć od niej i nakarmić, to powiedziała, że ona mi ją zaniesie do drugiego pokoju. Bierze ją ode mnie, jak rozmawiam przez telefon, jak jem, jak robię cokolwiek, co wg niej jest na tyle angażujące mnie, że dziecko mi w tym przeszkadza. Czuję, jakby mi zabierała dziecko. Nie mogę jej sama wykąpać, bo teściowa jej przytrzyma rączki. Wczoraj wieczorem uspałam mała i poszłam pod prysznic. Wracam do sypialni i widzę, że nie ma małej. Z relacji teściowej wynika, że co prawda mała nie płakała, ale kwiliła. Teściowie wracają do siebie za 10 dni. Jeszcze tyle czasu muszę wytrzymać. Mój M. musiał wyjechać na kilka dni i wraca dzisiaj, powiem mu o wszystkim. Chociaż jego jestem pewna, że stanie po mojej stronie. No i mam nadzieję, że jak on powie mamie, że to nasze dziecko, to ona przestanie wyciągać ręce do małej.
 
Ostatnia edycja:
Akurat z tym się nie zgodzę. Każde z rodziców wspiera które z dzieci uważa za "słabsze" i "poszkodowane". Nie jest to akurat te które zostaje dłużej w domu...

Joaś, mnie chodziło o pomoc nie tylko finansową. Mieszkanie z rodzicami jest zawsze mniej obciążające niż mieszkanie samodzielne. Osobiście nie znam sytuacji kiedy się dziecko wyprowadza z domu, a rodzice mu dokładają do połowy rachunków (może poza studentami). Oczywiście często pomagają w inny sposób, ale mimo wszystko wydaje mi się, że mieszkanie z rodzicami jest formą pomocy z ich strony na codzień w sposób, w jaki dziecko mieszkające oddzielnie, nigdy nie dostanie. Pranie, sprzątanie, gotowanie, to wszystko też jest pomoc.
 
Wiesz, a ja niestety znam takie przypadki... Może nie dokładanie do jedzenia, ale do mieszkania, samochodu etc. Wiesz, znam przypadki, ze dorosłe dzieci mieszkające z rodzicami przejmują prace domowe prawie w całości, ale też takie, gdzie dorosłemu - prawie 40letniemu synowi mama skarpetki pierze. Co rodzina to układ. Ten wątek jest chyba w zasadzie po to by można było się pożalić, bo czasami to potrzebne. Ja nie narzekam, ale nie ma czego mi zazdrościć. Natomiast rozumiem, szczególnie młode mężatki, ze czasami pożalić się muszą.
 
Dawno tu nie zaglądałam ,ale musze chyba się wyżalić!!
Mam starszą siostre ma 28lat i 2dzieci mieszkają sami siostra właśnie jest w trakcie rozwodu ;(
Rozumiem jej sytułacje ,że jest jej ciężko ale moja mama daje jej dosłownie na wszystko całe mieszkaniee jej wyremontowała wogóle sama jej załatwiła socjalne mieszkanie!!
Mam też starszego brata który wogóle jest uwarzany za swietego,ja w porownaniu z nimi jestem czarna owca no i moj braciszek P. bo Damiana nie licze on ma 11lat i się uczy wiec jemu nie żałuje!!
Ale jestem na tą sytułacje wściekła ja się musiałam z domu wyprowadzić mając 18lat wynajełam mieszkanie z marcinem i zamieszkaliśmy razem było oki do póki moja siostra nie zaczeła porzyczać pieniędzy ode mnie nie powiem mi pieniędzy wtedy nie brakowało bo jestem oszczędna,ale ona przeznaczała je na głupoty więc się wkurzyłam i wygarnęłam jej wszystko bo ja musiałam sobie sama zarobić i kupić a ona ,że ma złych teściów i męża alkocholika to już trzeba jej bardziej pomóc!!Ja sama mam teścia alkocholika i ogólnie problemowy koleś jest ale jak trzeba to pomoże zawsze teraz chcieliśmy remontować dom teścia i nasz ale sytułacja nas zmusiła do wyjazdu i co się okazało...że moj starszy braciszek Ł.za przyjazd tutaj nie płacił ojczymowi,nie wspominając o tym ,że nie dawał kasy mojej mamie na kromke chleba jak u niej siedział dodam ,że dwuch starszych braci mam przyrodnich z innej matki tyle że są ojczyma synami ;(
Ja nie chce nic od swojej matki tylko ,żeby się ogarnęła bo urzymuje cudze dzieci ,a mnie pożegnała jak szkołe kończyłam ;( bo przeciesz ojczymowi się nie podobało to,że ja mieszkam z matką i wszystko o nim wiem no i nie powiem bo nie zgadzałam się żeby łukasz zamieszkał z nami ale mam ku temu powody nie małe!!
Ojczym jest alkocholikiem bez wszywki by się zachlał ,jest bajko pisarzem jak przyjechałam do UK się na słuchałam teraz czekam do 16aż mu wygarne jego synowie też święci nie są jeden alkocholik a o drugim żal się wypowiadać nie dość że pijak to ćpun tyle,że mi krzywdy nie pozwoli zrobić!!a łukasz to idiota i po jednych pieniądzach razem ze swoim ojcem jest na cudzej dup..za przeproszeniem by się chcieli dorobić!!ojczym sprowadził sobie samochód w grudniu do polski za wszystko płaciła moja mama bo on kasy nie miał ;( ale rozpuścił plotki ,że 45tys.na kącie w polsce ma!!!nie zezłościło by to was wszystko!!???bo ja już mam chęć ich zabić
 
Witam, na tym wątku jestem po raz pierwszy. Celowo szukałam go w wyszukiwarce wśród innych wątków. Chociaż tutaj mogę wyrzucić z siebie to, co mnie gryzie. Mianowicie... z tatą mojej córeczki nie jesteśmy po ślubie, więc nie mogę powiedzieć, że jego rodzice są moimi teściami, no ale powiedzmy, że są "potencjalnymi" teściami. Na kilka dni przed terminem porodu przyjechali do nas z drugiego końca Polski, żeby pomóc, jak mała się urodzi. Przed porodem teściowa nadskakiwała tak, że ojej, pilnowała mnie tak, że nie mogłam rozwiesić prania, bo ona powiesi, itp. We własnym mieszkaniu zaczęłam się czuć jak więzień. Ciążę przenosiłam 8 dni i urodziłam trochę później. Wszyscy czekali jak na szpilkach. Teściowie odwiedzili nas w szpitalu i było ok. Na dobre zaczęło się po powrocie do domu. Teściowa na krok nie odstępuje naszego dziecka, jak mała tylko zakwili, to ona ją na ręce i nosi, gada do niej. Dzisiaj jak mała zaczęła płakać, bo była głodna i chciałam ją wziąć od niej i nakarmić, to powiedziała, że ona mi ją zaniesie do drugiego pokoju. Bierze ją ode mnie, jak rozmawiam przez telefon, jak jem, jak robię cokolwiek, co wg niej jest na tyle angażujące mnie, że dziecko mi w tym przeszkadza. Czuję, jakby mi zabierała dziecko. Nie mogę jej sama wykąpać, bo teściowa jej przytrzyma rączki. Wczoraj wieczorem uspałam mała i poszłam pod prysznic. Wracam do sypialni i widzę, że nie ma małej. Z relacji teściowej wynika, że co prawda mała nie płakała, ale kwiliła. Teściowie wracają do siebie za 10 dni. Jeszcze tyle czasu muszę wytrzymać. Mój M. musiał wyjechać na kilka dni i wraca dzisiaj, powiem mu o wszystkim. Chociaż jego jestem pewna, że stanie po mojej stronie. No i mam nadzieję, że jak on powie mamie, że to nasze dziecko, to ona przestanie wyciągać ręce do małej.

Sama boję się takiej sytuacji - a może być jeszcze gorzej bo teściowa mieszka za ścianą :-( w okolicy znana jest jako wielbicielka małych dzieci - każde niemowlę w okolicy ma obczajone, sama jest mamą jedynaka - potem bała się zdecydować na jeszcze jedno dziecko i teraz chyba tego żałuje... W dodatku, jest szalenie ekspansywną osobą i uważa, że wszystko zrobi lepiej. Ja sobie nie dam pewnych rzeczy wmówić najchętniej uniknęłabym tych wszystkich nerwów jakie z pewnością mnie czekają. Wyznajemy z R. zasadę - potwierdzoną przez położne na SR, że pierwszy miesiąc jest tylko dla naszej trójeczki, odwiedziny ograniczamy do minimum. Jak teściowa to usłyszała to była zadowolona dopóki się nie dowiedziała, że zakaz dotyczy także ich :-) no ale nic - damy radę, mam wrażenie, że jak Maluszek będzie już ze mną to będę miała w sobie mnóstwo siły i asertywności...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry