Nie zawsze informują. Czekają ze wszystkim do ostatniej chwili.
Mieli na rękach mojego wyrywającego się i płaczącego synka, dopiero pani dr. tłumaczyła mi na szybko, co mu zrobią w trakcie zabiegu? Pod drzwiami korytarza do sal zabiegowych. Dostałam plik papierów do podpisania i sajonara. Nie było czasu na czytanie na spokojnie, zastanowienie się, przemyślenie, zrozumienie. Wcześniej, zanim przyszła pani dr., anestezjolog pytał mnie o przeciwwskazania i choroby, notował, ale nic nie powiedział, że dziecko może dostać wstrząsu i umrzeć.

Niby w teorii gdzieś tam z tyłu głowy się wie, ale jednak nie bierze takiej możliwości pod uwagę. To nie są błache sprawy, powinny być wałkowane.

Mnie nie poinformowali. Mam małego alergika. Przecież nie wiadomo czy i na co może dostać ostrej reakcji?
Przepraszam, to nie mój wątek, więc nie będę oftopować. Po prostu jestem wstrząśnięta sytuacją totalnyniejadek.