dzięki,babeczki za miłe słowa,od samego Was czytania(czytam od końca i od początku,już mi się wszystko kiełbasi

)robi się lżej na duszy,ja wiem,że będzie lepiej,nie ma sytuacji bez wyjścia,po każdej burzy świeci słonko,wiem,ze damy radę i wybrniemy z tych jakże pospolitych problemów,ale ja się dziewczyny bardzo boję...siebie

powiem tak-12 lat temu zostałam porzucona w ciązy,było bardzo zle,nie miałam wsparcia,czułości,miłości,opieki,kasypracymieszkania,nic,oprócz wielkiej siły,dzięki której parłam do przodu niczym czołg,miałam też dystans do samej siebie,wspaniały humor i uśmiech dla ludzi,czekałam na córkę z niecierpliwością,i choć liczyłam się z tym,że nie bedę jej w stanie zapewnić gwiazdek z nieba,wiedziałam,że będzie moją największą przygodą w zyciu,teraz...jestem jednym wielkim nieszczęściem,mam siebie dosyć i się kuźwa,boję,że tak mi zostanie,nie chce taka być i nie wiem co mam zrobić żeby nie być

na codzień jestem osobą lubianą,ludzie garną do mnie(może nie ostatnio),mam poczucie humoru,lubię się pośmiać,powygłupiać,spontanicznie zaszaleć,cieszyć się jak głupi do sera

mam koleżankę,znamy się z przedszkola,spotykamy ze 2 razy w roku,ona zawsze była pełna podziwu dla niezmienności mojego charakteru,do mojego podejścia do świata,optymizmu,teraz jest w mieście,a ja nawet nie chce się z nią spotkać,chodzę w piżamie,mam brudne włosy i tylko chodzę po domu i wszystich wkurwiam,potrzebuję chyba kopa w dupę zamiast pocieszenia,nie chcę zgnuśnieć,zdebilnieć,mózg mi już gnije od tych negatywnych rozmyslań
zuzinka,bardzo Wam współczuję,to moja największa obawa przed wypuszczaniem córki samodzienie z domu,mam nadzieję,że szybko i zdrowi wrócicie do domu