W zatłoczonym autobusie stoi lekko zawiany jegomość, który co pewien czas mówi głośno "O *****!". Pasażerowie zwracają mu uwagę, ale on nie reaguje, tylko powtarza swoje. W końcu kierowca zatrzymuje autobus, podchodzi do faceta i grozi, że jeżli nie przestanie, to zawiezie go na policję. Na to facet nachyla się, mówi kierowcy kilka słów na ucho.
Kierowca pobladł gwałtownie i mówi:
- O *****! Ja bardzo państwa przepraszam, ale żona tego pana urodziła wczoraj wczoraj bliźniaki i dała im na imię Lech i Jarosław
- O *****! - zgodnie chórem odpowiedzieli pasażerowie.