@Smaily, kiedy stajesz w obliczu granicznej sytuacji, takiej jak twoja, czy
@NewMom, trudno jest zachować wiarę. Zwłaszcza, gdy niemożliwe jest poznanie przyczyny tragedii. Wówczas często pojawia się zwątpienie... ono jednak nie musi oznaczać, że już nie wierzysz. Możesz teraz tak to postrzegać, bo trudno w takich okolicznościach się modlić i zwyczajnie zachować ufność.Zwątpienie jednak może być dobrym czasem. Może właśnie teraz jesteś bliżej Boga niż ci się wydaje. Zadajesz pytania, dociekasz, zastanawiasz się co się w twojej duszy dzieje, badasz, kłucisz się... a zatem Bóg nie jest ci obojętny. Może nie jest tak bliski jak do tej pory, bo twoj świat zatrząsł się w posadach, skruszył, trzeba go na nowo budować. Jednak to dobry czas. Czas poszukiwania dobra, spokoju, poczucia bezpieczeństwa, przynajmniej takiego, by móc życie kontynuować. To przestrzeń, w której na nowo odradza się miłość. A to właśnie ona jest kluczem do tego, by w tak granicznych sytuacjach trwać, a potem żyć dalej. Miłość nie sprawia, że zło przestaje istnieć. Ona pomaga trwać wtedy, kiedy wszystko zaprzecza jej istnieniu.
W filmie Pasja Mela Gibsona jest scena po ukrzyżowaniu Jezusa, widok Jego śmierci z góry, jakby z Nieba. Na chwilę wszystko przestaje istnieć, jakby zatrzymał się wszechświat. Spada tylko kropla... deszczu, jak łza... Lubię myśleć o tej scenie. Ona pokazuje, że cokolwiek myślimy o Bogu on też czuje, też przeżywa wydarzajace się zło. Ono go okrutnie rani. Nie jest bezduszny, raczej jest bezbronny, bo chcąc zachować wolną wolę człowieka może tylko zapłakać... Bywa tak samo jak my... bezsilny...
Ja też już tak otwarcie nie komunikuje się z Bogiem. Ale kiedy siedziałam w szpitalu i widziałam moja dziewczynkę, to nie chciałam by sama tam zostawała, bez opieki. Zwłaszcza, że przez conaniej 2 miesiące nie wiadomo było, czy przeżyje. Ja nie mogłam jej towarzyszyć. Ale Miriam owszem. A ponieważ nie obce jej macierzynstwo i zna smak straty dziecka, to wydawała mi się najlepszą osoba. Prosiłam, by na czas mojej nieobecności zajmowała się moja dziewczynka, by ją tuliła, kochała, śpiewała jej, by Helenka czuła się bezpiecznie, by nie była sama. Wysyłałam do niej Świętych i mojego dziadka, by nie była sama. Zmarli nie leżą na leżakach w niebie [emoji4] Oni wciąż mają z nami kontakt, tylko inny niż ten, który znamy na ziemi. A święci też nie odpoczywają. Są po to, by wspierać, pomagać, wypraszać cuda i łaski razem z nami; a zwłaszcza wtedy, kiedy nam brak już sił. Oni sami mówili za życia, że po śmierci jeszcze więcej dla nas zrobią. No i Anioły... ostatnia deska ratunku...
Poza tym nie wiem czy wiesz, ale milczenie potrafi być najlepszą modlitwa [emoji3590]