Wyjątkowa: Ty w ogóle się nie oglądaj na niego. Przykro mi to mówić, ale nawet nie zaczynaj na niego liczyć, bo niestety wcześniej czy później możesz się przejechać.... lepiej zacznij twardo stąpać po ziemi. I licz na siebie. Tak na wszelki wypadek.
Wiem, że myślisz sobie, że "łatwo gadać"- ale ja na prawdę wiem co mówię. Mój partner, który deklarował, że mnie bardzo kocha, jednak gdy byłam w piątym miesiącu ciąży postanowił, że lepiej będzie gdy się rozstaniemy. Fakt, że było to następstwem wielu problemów które mieliśmy i nie potrafiliśmy się z nimi zmierzyć- oboje. Niemniej jednak ja byłam gotowa walczyć dalej, on- nie.
Świadomie go odsunęłam od siebie, bo wiedziałam, że nie będę w stanie znieść jego obok siebie. Że to po prostu nie będzie zdrowe dla mnie...
Swoją decyzją pokazał mi, że niestety ja na nim polegać nie mogę, nie ma co na niego liczyć, bo on tego nie udźwignie.
Wiem, że ciężko jest z tą myślą- ale pamiętaj. Nigdy nie będziesz sama. Masz dzidziusia- to jedyna stała w Twoim życiu teraz. I warto abyś o tym pamiętała.
a facet? Podaj o alimenty, musisz się zabezpieczyć. Na twoim miejscu nie ufałabym "na słowo"...
Co do wspólnego mieszkania... Sama mówisz, że on pracuje do 16, więc dzięki bogu, że będziesz miała rodziców pod bokiem, to choć spokojnie się wysrasz (za przeproszeniem). A skoro podejrzewasz, że on będzie tatusiem takim 3-godzinnym, to nawet gdybyście razem mieszkali- byłoby tak samo. Ba! nawet gorzej. Bo rosłaby w Tobie frustracja, a bo za drogie pieluchy, a bo złe mydełko, a bo za zimna woda, a bo źle ubrany dzidziuś.... A tak będziesz miała z bani przynajmniej to gadanie...