To teraz moja relacja z porodu.
Przewidywany termin porodu 28.10.08- pojawienie się Jagusi 25.09.08r
Jak wiecie 25.09 miałam mieć wizyte u lekarza i USG po którym miało sie okazać w jakim stanie jest łożysko -czy Jagusia będzie wcześniej na tym świecie czy też nie.
O godzinie 18:00 miałam USG lekarz do mnie czy czasem mi sie brzuch nie opuścił bo dzidziuś jest strasznie nisko,a ja do niego że nie(choć dzien wcześniej mój M mówił mi że chyba niżej mam brzuszek)sprawdzałam na ścianie z kropka i nie było niżej.Oczywiście łożysko już było 3 stopnia,ale lekarz robiący mi USG powiedział że mój ginekolog zadecyduje czy rozwiązujemy już ciąże czy też nie.18:40 miałam wizytę u swojego lekarza i rozmawiamy na temat tego łożyska mówi że trzeba bęzie za tydzien znowu USG,że póki co nic nie będziemy rozwiązywać bo w gorszym stanie kobitki mają łożyska i rodzą w terminie.Dalej żeśmy rozmawiali z M i lekarzem jak to będzie czy będzie przy moim porodzie,on mówi że ma 27 dyżur to jakoś sie umówimy,ja mu mówię o tym że ja przez tą diprochyline co brałam to chyba jeszcze nie otczuwam żadnych skurczy,dalej wchodzę na fotel on mnie bada i mówi pani Marto jak to pani nie odczuwa pani żadnych skurczy jak pani ma 4 cm rozwarcia i skurcze,mówi ze już nie wróce do Częstochowy tylko prosto na porodówkę a mnie serce normalnie staneło w gardle ciśnienie sie podniosło M do niego że chyba sobie z nas żartuje a on że poważnie(mój M miał mine bardziej przerażoną ode mnie),lekarz zadzwonił na oddział ze przyjadę i że zaczyoł sie poród i żeby sie mną zajeli.A ja czułam tylko takie leciutkie pobolewanie w dole brzuszka jak przy okresie ale nie skurcze tylko pobolewanie ale myślałam że to normalne i cały dzień to lekceważyłam.My bez żadnych toreb,bez żadnych rzeczy dzwonimy do moich rodziców żeby pojechali do czestochowy i przywieźli moją torbę(całe szczęście byłam spakowana) .Po trafieniu na oddział dawali pełno papierów do wypełnienia dali kartki żeby poczytać sobie o znieczuleniu,a jak mnie badali to ja co chwile pytałam czy dziś będę rodzić a pani doktor mówi że tak że już jest 5 cm rozwarcia a ja wciąż w to nie wierzyłam.Miałam przesympatyczną opiękę panią położną i 2 lekarzy którzy co chwile żartowali.Podłączyli mi pod KTG, skurcze były wyraźne choć ja nadal nie za bardzo czułam potem zrobiła mi położna masaż szyjki macicy- bolało jak cholera po tym mi zaraz wody odeszły,M nie chciałam pościć by odebrał torby bo już mnie tak strasznie bolało.Położna zrobił mi lewatywę po której nie mogłam wytrzymać ani minutki.Miałam skurcze nie wiem co ile ale bolało mnie tak strasznie że jak poszłam do kibelka to myślałam że urodzę do kibla i że nie wstanę z stamtąd,ale Konad mnie cały czas wspierał i pomagał.Co chwile przychodziła położna i pytała czy cce znieczulenie a ja że nie(chciałam sama urodzić bez żadnych znieczulaczy)ale moja granica wytrzymałości jak miałam 7 cm rozwarcia już sie skończyła i poprosiłam ale zanim mi dali znieczulenie pytam anastazjologa czy jakby jego żona rodziła to by chciał zeby brała on mówi że poleca i że to nie zaszkodzi dzidziusiowi a wręcz pomoże.I nie żałuje tego znieczulenia przyniosło mi wielką ulgę czułam skurcze ale takie leciutkie sie stały,troche mnie trzęsło po tym znieczuleniu i przykryli mnie dwoma kocami.Mój K chory,gorączka go dopadła ale był cały czs przy mnie.Przy 9 cm rozwarcia znieczulenie usepowało.Jak już miałam 10 cm rozwarcia nie było już znieczulenia podali mi jeszcze jakąś kroplówke położna masowała i polewała mnie czymś,i pare razy kazała mi przec tak na próbe spoczątku stękałam parłam i dzidiuś sie nie obniżał,wkońcu dotarło do mnie że to trrzeba tak jakby miało sie załatwić odbytem przeć.Po tych próbach i kolejnych masażach - położna powiedziała króliczek jest już niżej,musiałam przenieś sie z jednej sali na drugą- to był koszmar normalnie cały czas czułam jeden wielki skurcz a tu jeszcze trzeba było przejść kawałek a ja czułam bobaska już miedzy nogami,ale M pomógł i lekarze i jakoś sie tam znalazłam na tym łożku.I od tego momentu mało co pamietam M mi opowiadął bo ja byłam w jakimś transie i amoku,ponoć tak parłam że az zrobiłam sie sina na buzi,połoźnej nie pozwoliłam od siebie odchodzić ona kazała mi przeć jak będę czuła skurcz to żebym parła a ja cały czas czułam parcie i ciągle parłam.Konrad podtrzymywał mi głowę i czułam ciągle jego bliskość.Po 55 min parcia nasza Jagusia pojawiła sie na świecie.Niesamowite uczucie jak położyli mi ją na brzuszko to ciepełko bijące od niej łezki w naszych oczach-coś códownego,niezwykjłego i niepowtarzalnego.Za chwile pełno lekarzy zjehało z góry oglądać Jaguśke ponieważ to wcześniak,ale dostała 10 punktw jeszcze przez chwilek pozwolili nam popatrzeć na Jaguśkę po czym ją zabrali w inkubatorku.A ja byłam przeszczęśliwa .Potym podali mi znieczulenie wyciągneli łożysko które nie wyszło całe i mnie czyścili miałam łyżeczkowanie ale przy znieczuleniu to nie takie straszne.Potem zszyli,a ja nie czułam za wiele.Ale dopiero gdy urodziłam łożysko odczułam ulgę.Potem trzeba było lezec 2 h mój Konradek spał gorączke miał wysoką i był padniety a ja pisałam smski do wszystkich.Potem trafiłam do pokoju przywieźli nam Jaguśke spała sobie grzecznie ale ja kazałam K aby mi ją podniósł a on a jak mam to zrobić,a ja nie wiem jak i wkoncu podniósł i dał mi ją do ręki.Byłam wtedy taka szczęśliwa a Konrad taki jest w niej zakochany jak widze jak na nią patrzy to moje serduszko w skowronkach.
Cały poród nie wspominam najgożej,i naprawdę nie wiem czy bez znieczulenia bym sobie poradziła.NAPRAWDę POLECAM WSZYSTKIM DAJE WIELKą ULGę
Najgożej co wspominam to po porodzie mała nie chciała ssać z piersi ani z butelki jeśc strasznie chudła siedziała w inkubatorku w którym strasznie płakała,ja miałam nawał pokarmu ze aż dostawałam gorączki robił mi sie zastuj.żółtaczka była coraz większa -musiała siedzieć pod lampami.Lekarze co chciwle ją wysyłali na badania na usg główki itp bo to wcześniaczek i mnustwo badan przeszła a ja płakałam ciągle bo mi jej było szkoda.Teraz w domku mała powoli chwta cycusia dochodzimy do siebie..Po jedzeniu sie uśmiecha.Jest códownie.Ale szpital to był koszmar.
W nagrode od Konrada za to ze sie dzielnie spisałam dostałam złoty pierścionek z brylantami.
Podsumowując wszystko jest do przeżycia ale nie wyobrażam sobie porodu bez wsparcia .