reklama

Wątek PORODOWY :)

reklama
Ja każdego dnia się zastanawiam jak to będzie, jak będę reagować.
W głowie cały czas mam słowo "spokój" i "zobaczyć maluszka".
Mam nadzieję, że Bóg pomoże i będzie ze mną w tych chwilach.
Z drugiej strony gdzieś i lęk jest, bo nigdy wcześniej nie rodziłam.
Madziu ja tak samo mysle, ale zaraz przeplatają sie mysli, ze inne dziewczyny mają kogos a ja bede sama :-(i przez to niemam sił do walki, ale musze byc slina dla mojej córuni
 
Przestraszyła mnie trochę wesolutka.
Boję się teraz, że nie poczuję jak się zacznie.
W końcu ona nie czuła, że to już.
A cały czas u mnie się coś w dole dzieje, ale tak bez przekonania.
Niby boli, ale z nóg nie zwala i żadnych regularności.

Trzymam kciuki za przeterminowane i "prawie przeterminowane" :tak:
 
MALENA u mnie tak samo niby boli ale nie tak bardzo Ale pewnie u mnie sie nic nie otwiera Jak dam rade to w czwartek rano pewnie sie zas dowiem ze wsio pozamykane bo w czwartek mam gina A juz bym chciala najlepiej nie dotrwac do wizyty a jak juz to aby gin powiedzial ze jest rozwarcie itp
 
U mnie wyglądało to tak:

W środę 8.10 miałam jechać do lekarza w sprawie niedoleczonej infekcji, ale nie pojechałam.. Tego dnia czułam się tak słabo, że cały dzień przeleżałam w łóżku. Bez toalety, bez jedzenia..- dosłownie nic.. Nie miałam nawet siły, by włączyć laptopa..Około 19:40 poczułam jak mi coś poleciało między nogami.. Byłam pewna, że to śluz i udałam się do łazienki, żeby to sprawdzić..Tam pociekło mi jeszcze raz..I znowu.. Poszłam do P i mówię spokojnie, żeby nie siać niepotrzebnej paniki, że coś mi tam chyba ciurka.. On na to: "O kurcze, dzwoń do mamy i zapytaj, czy to tak właśnie jest".. No i dzwonię.. Mama mówi, że to na 95% wody.. Mąż chwyta za telefon i dzwoni na porodówkę..Ja w tym samym czasie, rozbieram się i szykuję pod prysznic.. Naglę jednak słyszę: "Zaczekaj, kazali już przyjechać". No to ubieram się z powrotem. Tryska już ze mnie niesamowicie, sprawdzam jeszcze ostatecznie torbę, dopakowywuję dokumenty.. No to jedziemy.. W drodzę do szpitala czuję już lekką nerwówkę.. (Zupełnie tak jakbym zaraz miała pisać maturę).Na miejscu robi się małe zamieszanie, bo oddziałów położniczych jest, aż tyle, że trudno znaleźć ten właściwy.. Z pomocą jakiejś duńskiej piguły udało nam się jakoś dostać do tego odpowiedniego. Szybko trafiłam do gabinetu lekarskiego gdzie położna przeprowadziła z nami wywiad, a następnie sprawdziła rozwarcie. Było ono na zaledwie 1 cm, a ktg pokazywało delikatne skurczyki 10 - 20%. Po krótkiej naradzie z lekarzem stwierdziła, że dostanę tabletki na przyśpieszenie akcji. Dwie wziełam od razu, później jeśli skurcze się nie pojawią miałam wziąć kolejne 2 za 6 godzin. Odesłali nas do domu i kazali dzwonić jak tylko się one pojawią. No to pojechaliśmy, tyle, że do znajomych(, bo od nich do szpitala jest zaledwie 12min,a od nas jakieś 30-40.) Wody płodowe tryskały ze mnie jak pompa. Zawsze myślałam, że one odchodzą i już.. (a tu się okazało, że produkcja dla maluszka trwa na bieżąco). Kiedy dojechaliśmy do mieszkania brata, włączyliśmy TV, napiłam się herbaty i już po ok. 30 min złapały mnie skurcze i to już od razu takie co 5 minut. Były bolesne, ale jeszcze w miare znośne. Poszłam pod prysznic i poczułam chwolową ulgę. Praktycznie po nim, skurcze nasiliły się, a odstępy między nimi trwały 2,5 minuty. Wtedy to już chol****e bolało.. Zadzwoniliśmy do szpitala i powiedzieliśmy, że jedziemy. Jak na samą złość, staliśmy na każdych niemalże światła, a ja już w ramionach męża darłam się z przeszywającego bólu. Ta droga była dla mnie wiecznością.. Kiedy już zajechaliśmy na miejsce P zaniósł mnie na rękach do gabinetu lekarskiego. Szybko pojawiła się położna, zrobiła badanie i stwierdziła rozwarcie na 3 cm.. Kiedy pomyślałam, że mam wytrzymać do 10 to zrobiło mi się słabo. Zostałam przyodziana w specjalną koszulę, wielkie bawełniane majtki i założono mi podpaskę przypominającą pampersa..Cały czas kazano mi głęboko i powoli oddychać, ale mimo szczerych chęci nie mogłam się na tym kompletnie skupić.. Położna nalała do wanny ciepłej wody i zaproponowała mi kąpiel. P polewał moje piersi i brzuch, ale to nie przynosiło mi ulgi.. W czasie skurczów, skrecały mi się palce u stóp, a ja krzyczałam w niebogłosy, jak bardzo mi źle.. Po jakimś czasie wyszłam z wody i zrobiono mi lewatywę. Ucieszyłam się, bo bardzo mi na niej zależało.. Ciężko mi się jednak było skupić w toalecie, przy tak częstych i bolesnych skórczach. P był cały czas przy mnie, podnosił mnie, wnosił.. Kiedy już się opróżniłam poproszono mnie na łóżko, bo wg położnych akcja się już o wiele bardziej rozkręciła. A tam - 4 cm.!! Rozpłakałam się, mąż nie może uwierzyć.. Błagam o jakiekolwiek znieczulenie.. Bóle idą z krzyża, a w czasie skórczów czołgam się po podłodze.. Podano mi jakiś tlen - coś na ogłupienie, ale ja wogóle nie umiałam w nim oddychać.. Położne strasznie chcą pomóc i proponują, że wykonają mi zastrzyki domieśniowe w plecy, ale i to, nie podziałało.. W pewnym momencie nogi zaczynają mi się trząść jak szalone, a ja kompletnie nad tym nie panuje.. Kiedy położne widzą, co się dzieje, a akcja się nie posuwa postanawiają zadzwonić po anestezjologa.. Ogromnie się ucieszyłam. Kiedy łapał mnie skórcz, starałam się go jakoś wytrzymać i myślałam o nadchodzącym znieczuleniu. Za chwile pojawiła się lekarka, nałożono mi czepek, posadzono na łóżku. Najpier podała mi jakiejś miejscowe znieczulenie,a następnie wbiła się w kręgosłup. Ulga miała przyjść po 5, 10 minutach.. Jednak tak się nie stało i do dziś Piotr i ja nie potrafimy zrozumieć dlaczego.. Tyle się naczytałam o tym znieczuleniu, o tym, że traci się czucie w nogach, o tym, że jest bardzo skuteczne.. A tu nic.. W pewnym momencie zaczełam tracić świadomość, ból już był na tyle silny, że miałam, wrażenie,że zaraz pęknie mi miednica.. Zrobiono mi ktg. Skurcze 100%. Zrobiono mi badanie - rozwarcie 8cm. Piotr stara się mnie pocieszać, że jeszcze tylko chwila, jeszcze tylko trochę.. Momentami nie wiedziałam co do mnie mówi.. - jakby zaciągneła się taśma w magnetofonie.. O 7 nastąpiła zmiana położnych.. Przyszły 2 starsze babki, równie miłe i kochane.. Zaczeły obcierać mi czoło, na kroczę nakładano mi ciepłe okłady.. Łzy spływają mi po policzkach, tak bardzo chcę mieć to już za sobą.. Proszą, abym oddychała..Wiem jakie to ważne, ale nie potrafie.. Po jakimś czasie jedna z nich sprawdza rozwarcie - 10 cm!Myślę sobie,no w końcu i strasznie chcę przeć..I prę.. Słyszę, jaka to jestem silna i dzielna, że za chwile utule swe maleństwo..Czuję, jak zaczyna się przeciskać główka.. Nie pamiętam ile tych bóli partych było, ale sporo, coś około 10.. W pewnym momencie poinformowano mnie,że widać główkę i czarne bujne włoski..Położna zapytała, czy przynieść mi lusterko, żebym mogła widzieć jak wychodzi mała.. Na początku podchodzę do tego negatywnie, ale kiedy słyszę, że to pomaga - zgadzam się. P pyta czy chcę tego napewno, żebym przypadkiem nie zemdlała na widok krwi.. Za chwilę słyszymy, że krwi nie będzie, bo mam niesamowicie elastyczną skórę.. Widzę główkę mojej małej, jak się posuwa i wychodzi.. Naprawdę dodało mi to motywacji.. Położne pocieszają ,że przed 9 napewno urodzę. Patrzę na zegarek i prę jeszcze mocniej.. Później wszytsko potoczyło się już tak szybko..Nawet nie wiem kiedy położono mi Niunie na brzuchu.., a ona pierwsze co zrobiła to się posiusiała.. Tatuś przeciął pępowinę, a mi założono jeden malutki szew.. Póżniej położna wzieła moje łóżysko, włożyła do niego ręce i rozciągając je mówi do mojego męża "O jakie ładne, wzorcowe". Trochę to dziwnie wyglądało ,no ale to pomińmy.. Nie czułam już żadnego bólu.. Musicie wiedzieć dziewczyny, że to prawda z tym zapominaniem bólu, kiedy dziecko już się pojawia.. Na początku myślałam,że tylko tak mówią i piszą na pocieszenie, ale to czysta prawda.. Maja wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi oczkami, a po chwili badała nimi otoczenie.. Na salę porodową podano nam śniadanie - rany jaka ja byłam głodna..P obdzwonił całą rodzinę i poinformował o narodzinach naszej córeczki.. Za chwilę położna wzieła małą, lekko oczyściła, podała zastrzyk na krzepliwość krwi i przystawiła mi ją do cyca.. Leżałyśmy tak sobie, a ja starałam się zasnąć.. Emocje były tak silne, że było to strasznie trudne.. Końcem wszystkiego udało mi się przysnąć na jakieś 10-15 min. Po jakiś 2, 3 godz. położna pomogła mi wstać i zaprowadziła mnie do toalety. Zważono i zmierzono małą - 2,640 kg i 49cm długości.. Po jakimś czasie przewieziono mnie i kruszynę do szpitalnego hotelu..Miałam swój pokój z tv, telefonem, łóżkiem, kanapą dla taty, stolikem, fotelem do karmienia, toaletą z przewijakiem, pampersami, peluchami, ubrankami, bielizną i rzeczami dla mnie, ręcznikami.. i tp. Byłam tym zachwycona, bo nawet się czegoś takiego nie spodziewałam.. Dni w hotelu upływały w miarę spokojnie.. Wraz z problemami związanymi z karmieniem, poczułam co to znaczy poporodowy baby=blus.. Po 2 dniach zaczełam puchąć i do tej pory mam bóle kręgosłupa, co wg lekarzy jest skutkiem ubocznym znieczulenia.. Kiedy patrzę na mojego Aniołka mijają wszelkie troski.. Teraz uczę się bycia mamą.. Nie wiedziałam, że to takie trudne, ale daję sobie trochę czasu.. Niunia uczy się chwytać cycusia.. Poznajemy siebie.. Jest taka kochana! Poród to coś okropnego.. Chyba każda, która to przeszła się ze mną zgodzi, ale da się go przeżyć! Nie bójcie się dziewczyny, że nie dacie rady- DACIE! Każda w Was da! Naprawdę!!!! A póki co wypoczywajcie i leniu****cie ile się da! Mi już teraz trudno znaleźć na cokolwiek czas, ale kocham to moje nowe, odmienione życie..
 
Anna gratuluje!bylas baaardzo dzielna . a opis piekny no i nie powiem ale troszke straszny:baffled:ciarki mnie przeszly...ale jakas nadzieja jest w tym co piszesz ze moze to jakos przezyje...moze sie da....
 
Anna opis niesamowity i realistyczny ;-):-) fajnie się czyta, szkoda że znieczulenie nie zadziałało ale dzielna z Ciebie kobitka (i P również dzielnie się spisał) Szpital i opieka poporodowa w przeciwieństwie do opieki przedporodowej super, niesamowite warunki. Cudownie że już możecie przytulać Majeczkę :tak:
 
No to opiszę mój porod
Obudzilam się o 3 w nocy 10.10, i poczułam mokro miedzy nogami, za chwilę jeszcze raz ale więcej więc bylam już pewna że to wody, więc obudzilam M i poszlam do łazienki, wody się lały i lały, dopakowalam kosmetyki do torby poszlam pod prysznic, potem poszliśmy na dół sobie pojeść noi pózniej obudziliśmy Karolcię i pojechaliśmy ją zawieżć do znajomych a my do szpitala. Bylismy tam ok 5.30, wzięli mnie na taką salę gdzie byly 3 łóżka podłączyli ktg i poleżałam ok 30 min, ale nie bylo żadnych skurczy więc poszlam leżeć na salę przedporodową( nikt mnie nie zbadał). Noi do 15.00 nic się nie dzialo, pytam położnej jak długo będę tak czekać to ona że po 18 godzinach pójdę na wywolanie jeśli nic się nie zacznie, ale po 15.00 zaczęły się pojawiać skurcze z początku nieregularne ale za jakiś czas byy tak mniej więcej co 15 - 20 min, potem co 10-8 mini coraz bardziej bolesne a M jak kat :tak:mierzyl czas i mowił za ile będzie następny...
W końcu poszlam do pokoju położnych i mowię że mam co 5 min i napewno jest już jakieś rozwarcie i chcę zostać zbadana no to mnie zbadala i okazalo się że jest 3 cm, podłączyła ktg i za chwilę przyszla i mówi, że tu musimy poczekać bo wszystkie sale porodowe są zajęte, a ja pod tym ktg muszę leżeć nieruchomo a tu już co 3 min i stasznie bolesne, potem bylo już prawie co 2 min więc odłączyła ktg na moją prośbę bo chcialo mi się siusiu, zaprowadzila mnie na taką salę gdzie mialam poczekać chwilkę bo porodowkę sprzątali, a ja nie mogłam ani stać ani siedzieć ani tym bardziej leżeć, klęczalam na ziemi i wdychalam tlen i się darłam z bólu a M tylko mnie masowal po plecach.Trwalo to tak trochę ponad godzinę.
W końcu przyszla moja wlaściwa położna, zaprowadzila mnie na salę porodową i pyta czy chcę znieczulenie a ja TAK!!!!!!, no to mnie zbadala i mówi że jest 8 cm i już za pózno na zzo, ja jej mówię proszę dajcie mi ja już nie wytrzymam więc poszła po lekarza ten mi tłumaczy ze juz pózno że sama urodzę ale ja ze nie, bo już nie myślalam o niczym tylko jak czulam kolejny skurz to prawie mdlalam z bólu... balam się każdego kolejnego skurczu.
Dostalam zzo na wlasną prośbę( musialam podpisać na papierze) i sytuacja odwrócila się o 360 stopni, uspokoiłam się ciśnienie zeszło do normy bo wcześniej mialam nawet powyżej 150, zaczęliśmy z M żartować i czekać na pelne rozwarcie,
po godzinie dostalam kroplówkę na przyspieszenie skurczy bo zzo podane tak pózno zatrzymalo rozwieranie ale po kroplówce znow ruszyło i po następnej godzinie położna mówi JEST 10, no to zaczynamy przeć, ja czulam każdy idący skurcz ale nie czulam najmniejszego nawet bólu i moglam skupić się na tym co najważniejsze czyli wypychaniu dziecka, polożna zaproponowala mi pozycję na boku M trzymal mi jedną nogę w gorze i tak powolutku skurcz za skurczem bylo coraz bliżej, w koncu sama poczulam że główka wychodzi, polożna mowi STOP nie przyj oddychaj, teraz leciutko popchnij i M się śmieje " ale czarne włoski"- rzeczywiście zobaczylam maleńką główkę....... następny skurcz-jedno parcie i plum cała kruszynka wyszla...
Odcięli jej pępowinę, i włożyli mi pod koszulę na piersi a ONA w placz,to my też, ja nie moglam się opanować taka bylam szczęśliwa że już wreszcie jest tu z nami...
Pytam polożnej ile będzie szwów a ona że wogóle nie będzie !!!!!!!
Pyta się czy może mi ją na chwilkę zabrać aby ją zważyć, no to zważyla i oddala spowrotem,, otuliliśmy ją i przystawilam do piersi od razu zaczęla pięknie ssać jakby w brzuchu nic innego nie robila tylko trenowala ssanie:-D
Za chwilę położna wyszla i przyniosla dla nas jedzonko i herbatkę, pózniej przyniosla wodę w szafliku kazala M wyjąć dla mnie czystą koszulę i umyla mnie i pomogla się przebrać, noi po chwili przywiozla łóżko już z pokoju poporodowego, przesiadlam się z porodowego i odjechaliśmy do naszego pokoju, na koniec pogratulowala mi jeszcze raz i się pożegnala.
Mój porod wspominać będę wspaniale, dzięki tej kobiecie, ktora tak mnie poprowadzła, że naprawdę urodzilam silami natury. Nie zapomnę nigdy uczucia wychodzącej glówki dziecka a potem jej widoku-piękny..... bo caly czas mam w pamięci ten pierwszy poród w PL, gdzie lekarz naciskal mi na brzuch, polożna pocięla od razu, 3 bole parte i wypchnęli mi dziecko, a tu tak spokojnie, za każdym razem chwalila że pięknie sobie radzę i wkrotce będzie dziecko.....i miała racje...
Chylę też czola mojemu mężowi, nie wyobrażam sobie ze mogloby go ze mną nie być, bardzo mi pomógl, i jaki dumny ,że to on pierwszy zobaczyl głowkę ,i cale dziecko.
 
dziewczyny, wzruszające opisy...
Ulka, super że udało tak ci się z tym znieczuleniem spokojnie przejść. Jeśli ja zajdę kiedyś 3 raz, a bardzo bym chciała ale najszybciej za 5 lat:-p, to już nastawiam się tylko na ZZO bo mój drugi poród był niestety tak niesamowicie bolesny jak podobnie opisuje Anna22, z tą różnicą że ja nie mogłam chodzić po podłodze na czworaka, bo po jakimś głupim jasiu kompletnie nie panowałam nad sobą i swoim ciałem które było jak plastelina a gdybym mogła to pewnie i na suficie bym wylądowała z bólu.
Ale tak, to prawda, zapomina się ten ból a moment wysunięcia się dziecka i położenie na piersi po wysiłku porodowym jest najpiękniejszą chwilą w życiu, dla której ja jestem w stanie znieść każdy ból.
 
reklama
ANNA twoj opis zwalil mnie z nog Szok :szok:Opisalas to tak dokladnie i realistycznie ze czulam ten bol na sobie hheheheAle pocieszam sie ze chyba i ja dam rade U mnie nie ma znieczulen wiec nie mam po co krzyczec aby mi go dali :baffled:
MALAULKA fajnie ze tak dobrze wyszlo u Cibie z tym znieczuleniem I tez sie nameczylas

JESZCZE RAZ SERDECZNE GRATULACJE DLA WAS DZIEWCZYNY I DZIEKUJE ZA PIEKNE OPISY :tak:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry