reklama

Wątek PORODOWY :)

Wiec tak było u mnie.
Rano w sobote po 9 moj gin wzial mnie na wywołanie porodu poniewaz cos sie od piatku zaczelo dziac (odchodzil mi czop z krwia). Mowie Wam jakiego miałam stresa normalnie tak sie bałam az zaczełam panikowac wiec wzielam sie w garsc i powiedzialam sobie ze przeciez nie omin ie mnie to a ze mialam juz 5 cm rozwarcia bylam pewna ze pojdzie jak splatka:tak: Położyli mnie na pokoju do porodów rodzinnych gdzie moj gin przebił mi pecherz oraz dal tabletke pod jezyk (w tym czsie zjawil sie maz) Po chwili poczułam pierwsze skurcze co 3 min potem co 2 i 1,5 jednak ich sila nie zbyt byla mocna -bolalo ale nie az tak!!! co mnie dziwilo:szok: po godzinie mialam 8 cm rozwarcia wiec lekarz kazal dac mi kroplowke bo mala siedzila bardzo wysoko, jednak nic nadal sie nie dzialo:szok:rozwarcie stalo w miejscu, bole tak samo wiec kolejne dawki lekow ktore mialy ja w ciagu 15 min zmusic do zejscia i zakonczyc porod:tak: Jednak i to nie dzialalo.Lekarz i polozna byli cudowni nie odchodzili na krok!! maz rowniez spisal sie na medal!!biedak cierpial razem ze mna ale byl dzielny!!!! Wiec jak wspomnialam ze akcja nie postepowala moj gin zdecydowal o cc poniewaz mala zaczela slabnac i tetno coraz czesciej zanikalo a nie chcieli ryzykowac powiedzial za za 30 min n sali opercyjnej sie spotkamy.Odlaczyli mi krpoplowke i akcja oslabla calkiem:baffled: zalozyli cewnik, maz musial wyjsc niestety ale czekal za drzwiami :tak:wzieli mnie na sale przyszedl rowniez mily anestezjolog ktory mi wszystko wytlumaczyl i zaczal dzialac :tak: dal zastrzyk w kregoslup i w jednej chwili stracilam czucie w nogach!!! polozli mnie na stol i zaczelo sie :blink: błyskawicznie ciecie, poczułam szarpanie a anetezjolog mnie zagadywal ciagle abym nie myslala o tym wszystkim i nie slyszala co mowia lekarze, po chwili slysze "jest główka " "o dziewczynka" i usłyszałm płacz mojej niuni a zaraz potem polozna przylozyla mi ja do policzka i wtedy sie rozkleilam plakalam jak dziecko, nie moglam sie uspokoic. Lekarze konczyli zabieg a ja czulam sie szczesliwa!!!ze juz po!!
W tym czasie polozna z moim mezem byli przy badaniu malej ktora poczatkowo dostala 9 a potem 10 pkt. Lekarz mi wytłumaczyl ze mala zle wstawiala sie w kanal dlatego nie bylo postepu porodu no i dodatkowo byla owinieta pepowina.Wiec jestem mu wdzieczna za to ze podjal decyzje we wlasciwym czasie nie czekal az sytuacja stanie sie bardziej grozna.
Po samym zabiegu milalam jakie wstrzac bo jei wiem jak to nazwac bylo mi duszno, slabo, cisnienie mi spadlo wiec lekarze i polozne mieli stracha a ja nie mniejszego, dali mi relanium i wszystko wrocilo do normy.Szwy mam rozpuszczalne a blizna super nawet nie widac az tak!!! za to samo miejsce obolale i ogolnie mowiac porod najgorszy nie ma to jak sn wiecie :tak:szybciej sie do siebie dochodzi, po cesarce nie jest tak wesolo!!!
TERAZ JESTEM SZCZESLIWA MAMUSIA!!
Dobra mykam kapac malutka i do lozka bo jestem nieprzytomna:tak:
 
reklama
Minisia moze zle odczułam ale wydaje mi sie ze gdyby córcia ładnie sie wstawiła to poród miałabys lajcikowy:tak::tak:
Ale cieszez sie ze miałaś taka opieke to jest naprawde doceniane:tak:
 
CZeść dziewczyny:)
TEż jestem październikową mamą. Nie pisałam z Wami, może parę postów na początku ale podczytywałam regularnie.
Ja już też po porodzie:)
Michał urodził się 8 października , 3300 gr, 53 cm.

A teraz szczegóły.
8 października około 7.30 obudziły mnie silne skurcze. Takie co 10 minut. Myślałam , że to znowu przepowiadające ( zdarzyły się już wcześniej 2 razy) więc łyknęłam dwie nospy i położyłam się do łóżka czekając aż przejdą. Miałam ogromną nadzieję, że przejdą bo właśnie tego dnia miałam zrobić badania do znieczulenia ZO. Męża puściłam do pracy z zastrzeżeniem , że będę dzwonić jakby się rozwijało. W końcu termin miałam dopiero na 21 / ew 25 października. Skurcze jednak nie mijały a co więcej, robiły się coraz częstsze i silniejsze. Około 10.00 skurcze były już co 5 minut, trwały 40-60 sekund. Zadzwoniłam po mamę i pojechałyśmy do szpitala. W szpitalu podłączyli mnie pod KTG, które jak stwierdził lekarz nie wykazało jednak żadnych skurczy. Dziwnie, bo mnie regularnie co 5 minut skręcało. Rozwarcie było na 2 cm. Lekarz stwierdził, że mam sie jednak przyszykować do porodu, skoro jednak jest rozwarcie. Przebrałam się więc.
Około 11 do szpitala zawitał mąż. POłożna kazała mu się przebrać a mnie wzięli na salę porodową. Skurcze były już bardzo silne i jeszcze częstsze. Męża ciągle nie było. "Co on się tak stroi ", myślałam sobie:) ( potem się okazało, że załatwiał jeszcze jakieś telefoniczne zaległości. ). Skurcze trwały cały czas w najlepsze, były silne i bolesne ale do przeżycia. Podczas badania okazało się, że rozwarcie jest już na 6 palców, chwilę później na 8. Około 12.00 odeszły czyste wody z czopem a rozwarcie było już pełne.
Jak mąż przyszedł w końcu na salę, to zdążył akurat na początek partych.
Z partymi niestety, mimo , że to już drugi poród, męczyłam się najbardziej. One przynajmniej nie były takie bolesne jak krzyżowe. POza tym byłam tak zajęta właściwym oddechem i parciem i tym , żeby to jakoś ze sobą zgrać że nie zwracałam już nawet uwagi , że coś boli.
Mąż mi później powiedział, że w pewnym momencie zaczęłam się domagać cesarki i twierdziłam, że dłużej już przeć nie zamierzam;)
W końcu o 12.40 wychynęła główka, za chwilę reszta i na świecie pojawił się Michał z czarną czupryną na głowie. Położna położyła mi go na brzuchu .Był lekko siny ale za chwilę już się zaróżowił, Dostał 8/10 punktów Apgar. Potem poszło łożysko. Udało się bez cięcia krocza - więc dochodzenie do siebie po porodzie to bajka:)

Mam koleżankę,która urodziła już trójkę dzieci. Zapytałam ją jeszcze przed urodzeniem pierwszego syna- Wojtka - jak to jest, jak ona przeżywała poród. I ona na to, że za każdym razem to było piękne przeżycie, że to cudowne, magiczne wręcz i żałuje, że już rodzić nie będzie. Pierwszy w sumie raz spotkałam się z takim nastawieniem-zazwyczaj jednak boimy się porodów. I pomyślałam sobie, że ja też tak będę do tego podchodzić. Że czeka mnie coś cudownego, jakaś fajna przygoda, magia, coś niesamowitego. Byłam rozluźniona, moje ciało gotowe do rodzenia. Teraz sobie myślę, że takie pozytywne nastawienie, w moim przypadku , miało ogromne znaczenie.

pozdrawiam cieplutko
 
minisia super że lekarze trzymali rękę na pulsie i zadecydowali o cc :tak: dzielnie się spisała cała wasza trójeczka
kaskada gratuluję :-) bardo fajnie że piszesz o tym nastawieniu, to bardzo ważne a podczas porodu na pewno może pomóc
 
Super opisy :-)
A z tym pozytywnym nastawieniem to prawda, ale ja mimo, ze niby wiem o tym i rozumiem, to jakos przeraza mnie ta mysl porodu... Boje sie jakis owinietych pepowin i innych niebezpiecznych "przypadków", i ze lekarze np. nie zaraguja odpowiednio i w ogole mam jakies czarne mysli... Staram sie myslec pozytywnie...
 
KASKADA wydaje mi sie ze nie mialas az tak ciezkiego porodu i tylko pozazdroscic A kolezanka ma racje Takie myslenie i takie nastawienie pomaga ale ja jakos narazie tak w 100 % nie umiem sie nastawic ze to bedzie cos pieknego ;-)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry