Ja jeszcze nie myślę o imieniu, boję się zapeszyć. W ogóle jakoś tak zauważyłam, zę oboje z mężem inaczej traktujemy tą ciążę. Jakbyśmy nie chcieli się za bardzo przyzwyczjać... Okropne co? Wtedy mąż się ciągle przytulał do mojego płaskiego jeszcze brzuszka, robił mi zdjącia, na kórych nic nie było jeszcze tej ciąży widać ale, które podpisywał z dumą "Madzia w ciąży" i wogóle traktował mnie i mój brzuszek jak dwa pogańskie bóstwa... :laugh: A teraz... wspiera, kocha i pomaga ale trzyma się trochę z daleka. Brzuszka nie głaszcze, nie całuje... Wiem, zę się boi ale i tak mi przykro. A zresztą, ja też nie przmawiam tak do mojej fasolki tak jak wtedy...
Wtedy było łatwiej, piękniej... Ale może za to teraz lepiej się skończy.Oby.
Wczoraj najedliśmy się trochę strachu (znowu te bóle) i wylądowałam w szpitalu na izbie przyjęć. Miałam takie szczęście, że kiedy przyjechałam, trzy dziewczyny na raz zaczeły rodzić- wszyscy lekarze poiegli na porodówkę a nami nie miał się kto zająć. Czekałam ponad dwie godziny ale i tak sie chyba mniej denarwowałam niż Ci tatusiowie
Jestem już w domciu bo lekarz stwierdził, ze wszystko ok. Mówie, że nie widać, żeby się coś odklejało i chyba nic się nie dzieje. A te bóle to mogą być wiązadła albo jelita (w takim miejscu?!) Mam odpoczywać i sie nie przejmować. A w poniedziałek wracam do pracy
U mnie w pracy o mojej ciąży wie dyrekcja, koleżanki jeszcze nie. Dyrekcję mam wspaniałą, bardzo w porządku (wszystkim takiej życzę) więc ja też chciałam być w porządku. A że mogę w każdej chwili wylądowac na zwolnieniu wolałam ich uprzedzić czego mogą się spodziewać. A dziewczynom chyba powiem w poniedziałek. Skoro już zaczeły się zwolnienia i tak się wkrótce dowiedzą... wolę zeby ode mnie