Dziewczyny, bardzo proszę o wsparcie! Już się przedstawiałam, jestem majówką termin na 11 maja. Do tej pory wszystko było ok, wczoraj zaczęłam leciutko plamic (śluz zabarwiony na różowo). Ilości śladowe, ale poleciałam do gina. On stwierdził,że wszystko ok, być może to z nadżerki, bądź pęknięte naczynko. Dzidzia się rozwija zgodnie z tygodniem (8w3d), ma 1,78 cm i serducho bije. Dał duphaston, ale nie nakazał brać, raczej "w razie by co". W nocy nic się nie działo, rano zaczłema delikatnie brudzić, śluz zabarwiony na kremowo, raz też kawałek na brązowo. Lecę po duphaston, mam zamiar leżeć i odpoczywać. Czy jest sens dziś znów udać się do lekarza? Wczoraj wieczorem (wizyta na 20:00) było ok. Czy któraś z Was też brudziła lekko i wszystko się dobrze skończyło? Czy to może po wczorajszym badaniu (wziernik, usg dopochwowe itd)? Co gorsze - brudzenie czy krwawienie (tego na szczęście nie było). Przestraszona jestem, ciąża wyczekana i wymarzona. Diagnozy nie oczekuję, ale o wsparcie i pozytywne historie tego typu proszę. Mam się nie przejmować, ale wiadomo jak to jest...