Mój niby zapewniał, że będzie pod telefonem i przyjedzie na wezwanie oprócz sylwestra i 1 stycznia, ale do swojego szpitala 50 km od Lublina, a sam też mieszka w Lublinie. To takie trochę niepewne jak dla mnie. No i podobno stanęło na tym, że umówi mnie ze swoim znajomym tu na miejscu, ustalimy jakiś sensowny termin cc, a jakby co, to też już do jego kolegi w Lublinie, a nie tłuc się gdzieś daleko, gdzie nikogo nie znam. Zobaczymy w czwartek, co jeszcze powie, bo sam dwa tygodnie temu już poradził pakować torby do szpitala, a potem proponuje mi cesarkę po terminie.Dziwne.
A samopoczucie u mnie ostatnio kiepskie. Fifi porzuca drzemki w dzień, do tego wchodzi chyba w bunt dwulatka, a ja tylko z mężem, bo rodzina nie jest chętna do pomocy. Święta mnie dołują, bo w tym całym zamieszaniu nawet mi się nie chce o nich myśleć. Staram się, ale zapał jakoś szybko mija.