Mówiłam mężulkowi, że "mogę być w ciąży", ale wcale nie muszę, bo organizm płata różne figle. Zauważył te moje mdłości, a jak mu powiedziałam, że podczas "wpadki" kwietniowej też mnie trochę mdliło, stwierdził, że owszem, ale nie aż tyle dni, co teraz :
A trzy i dwa dni temu byliśmy w knajpie - tam jest zawsze nadymione, ale jakoś to znoszę, a tym razem "dusiłam się", dosłownie, były momenty, że nie mogłam wciągnąć powietrza, bo mnie odrzucało :

Wtedy mój mąż powiedział surowo - żartobliwym tonem, że nie powinnam chodzić do zadymionej knajpy i powinnam dbać o siebie ;D
Ale żarty żartami, nie wiem, jak by teraz przyjął wieść o dzidziusiu :

Na pewno byłby z jednej strony szczęśliwy, a z drugiej przerażony - jak ja zresztą :
