Hej,
Ja rodziłam 22.12.2010 na Chałubińskiego. Szczerze polecam. Naczytałam się na forach różnych opinii. Dobrych i złych. Sama się przekonałam i już wiem, że drugie też tam będzie rodziła jak będzie tak daleko.
Rodziłam SN. Nie miałam żadnej wykupionej położnej i nie miałam szczęścia jeżeli chodzi o sale do porodu rodzinnego. Kamieńskiego było akurat zamknięte i była duża rotacja. Położna która mi towarzyszyła/pomagała przy porodzie była świetna. Co chwile się pytała czy mi wygodnie. Pokazywała różne pozycje, w których może mi być wygodnie. Fakt faktem rodziłam w "boksie" ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Nasłuchałam się tylko jak rodzą inne kobiety, ale mi to nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie... pomagało odciągnąć uwagę od coraz mocniejszych skurczy. W połowie porodu położna przy prowadziła mojego męża, który stał przed salą

-- czyli poród rodzinny na sali ogólnej. II faza trwała 45 min. Położna pomagała świetnie i skończyło się minimalnym nacięciem krocza (2 szwy).
Sale na oddziale są jakie są, ale mi to nie przeszkadzało. Miałam fajne towarzystwo, więc było ok. Poza tym nikt nie wraca uwagi czy ściany były malowane rok temu czy 5 lat temu gdy ma obok siebie małego skarba, który się co dopiero urodził. Łazienka na oddziale jest jedna (z 1 prysznicem). Korzystałam z niej tylko raz zaraz po porodzie. W późniejszych dniach chodziłam piętro wyżej gdzie były fajne 4 prysznice. Ubikacja na oddziale jest połączona z prysznicem. Gdy ktoś się kąpie to można się przejść na drugi koniec do innej albo też piętro wyżej. Dziecko w tym czasie można zostawić pod opieką koleżanek z sali albo pielęgniarką na noworodkach. Na oddziale noworodków zdrowych tylko jedna zmiana była niezbyt miła, a pozostałe już ok. Ja miałam pecha, bo mój mały urodził się z zapaleniem płuc. Przenieśli nas na patologie noworodka. Opieka pierwsza klasa. Pielęgniarki świetne. O wszystkim informowali na bieżąco. Gdy zapomniałam pójść z małym po lekarstwa same przyszły po niego. Odstawiałam go u nich gdy chciałam pójść się wykąpać. Mleka zastępczego dostawałam ile chciałam. Na noworodkach zdrowych był z tym problem, bo dawały odliczone porcje. Nawet przynosiłam dziewczynom, których dzieci były zdrowe. Obchód rano i wieczorem.
Mój lekarz prowadzący przychodził gdy tylko miał dyżur i pytał o wszystko.
Co do Brochowa i Dyrekcyjnej. Leżała ze mną dziewczyna, która tam rodziła dwa lata temu i mówiła, że w ogóle obchodu lekarzy nie było. A na wypisie informacja, że z pacjentką wszystko ok i podpis lekarza (wtf?). Jej syn też miał zapalenie płuc o czym dowiedziała się dopiero gdy dziecko po nocce wróciło do niej z wenflonem. Nikt wcześniej jej nie raczył poinformować o tym. Zabrali dziecko na badania i powiedzieli, że przyniosą rano. O chorobie 0 informacji. z Kolei inna rodziła na dyrekcyjnej trochę ponad rok temu. Mówiła, że to zwykła rzeźnia. Położne kazały jej leżeć przez cały poród i się męczyć. Była w szoku jak jej poród przebiegł na Chałubińskiego.
Co by tu jeszcze napisać o tym szpitalu... Ciuszki można mieć swoje, ale nie trzeba. Sztućce, kubek standardowo z domu. Pampersy, maść na odparzenia też swoje, ale gdy ktoś zapomni można poprosić pielęgniarki i dadzą. Dzieciaczki są kąpane o 7.30. Około 9 jest wizyta pediatry, na którą się idzie na oddział noworodków z maluszkiem. Ja tam spędziłam 10 dni od 21.12 do 31.12 - całe święta. Nie narzekam, bo wigilie wspominam na prawdę fajnie.