reklama

Wrzesień 2009

Chałupka ogarnięta, dżemerek z wiśni się robi, tel do M wykonany w sprawie zakupków spożywczych, a ja do necika;-).
Nie, nie -ostatnia na liście jestem ja z tym pakowaniem do szpitala.:tak:. Nawet nie wiem, gdzie torbę mam:tak:. A tu trzeba szlafrok wyprać itp...:baffled:. Jakieś majcioszki jednorazówki zakupić....:szok: Nie wspomnę o tysiącu innych rzeczy.:eek:
Co do tych wód- niestety, tak to już jest. U jednej babeczki rozpoczyna się poród bólami a u innych odchodzą wody płodowe. Ja miałam tak, że o 21.30 odeszły mi wody, a pierwsze skurcze rozpoczęły się o 7.30 rano. Urodziłam natomiast o 13.00.
Teraz pocieszam się, że drugi poród to przeleci chwila moment...yyyyy....ale co będzie pierwsze-wody czy bóle..tego to już nie wiem:-D
 
reklama
Nooo o tych wodach płodowych,to wam powiem,że też nie wiedziałam:baffled: Nie wiem,jakoś miałam do tej pory naiwnie nadzieję,że wody mi odejdą w domu i nie wyobrażałam sobie,że może być inaczej,ale...no rzeczywiście,przecież może się to zdarzyć zawsze i wszędzie.:-D Bo się naczytałam w opisach porodów,że zazwyczaj,to kobitki w domach były albo noc była i akurat szły się wysikać...No więc nabrałam przekonania,że inny scenariusz nie może istnieć.:-D
Co do takich panienek-małolat,o których pisałyście...Jestem jedną z najmłodszych wrześnióweczek,więc oczywista sprawa,że wśród takich dziewczyn dorastałam. Ale powiem wam,że mimo iż było to z dobrych parę lat temu,to mimo wszystko chyba nie było z tymi dziewczynami tak źle jak jest teraz. Moje rówieśniczki w wieku lat 16 kłamały rodzicom,że nocują u kolezanki i jechały na dyskotekę albo na imprezę,a ja uznawałam,że takie coś nie ma sensu. Miałam niecałe 18 lat jak zapytałam ojca czy mogę jechać na dyskotekę,bez żadnego ściemniania ani nic i..o dziwo,zgodził się. Tak więc wychodziłam z założenia,że lepiej powiedzieć prawdę-jakby miał się nie zgodzić,cóż...trudno.:sorry: W technikum miałam istną "szkołę rodzenia", byłam w szoku jak widziałam ile 1-klasistek (16 lat!!!) chodzi w ciąży,w tym jedna moja bliska koleżanka...W każdej klasie co roku były co najmniej 2 ciężarne,a jakimś dziwnym trafem tylko nasza klasa przez 4 lata przetrwała bez ani jednej ciąży.:-D
Co do porodu...hm, już pisałam,że boję się oglądać takich filmików.:sorry: Wierzę,że dam radę na porodówce, jak zresztą każda z nas. Ale faktycznie im bliżej terminu,tym bardziej ja jakaś bardziej podenerwowana chodzę...
 
Karotka- my chyba wszystkie żyjemy w lekkim stresiku już teraz:tak:. Ja mam dziś skurcze macicy i "stawi mi się" ( tak to się nazywa chyba). Więc chodzę tylko po domu i to tak, jakbym jajko miała w brzuchu. Moja gin mówiła, że teraz takie skurcze będą coraz częściej, bo macica przygotowuje się do pordu. Ale to nic ani fajnego ani miłego.
O tych wodach- to wczoraj na szkole rodzenia nawet położna wspominała, że jeśli wody odejdą to tylko po karetkę dzwonić- nawet nie wolno samemu przyjechać do szpitala ( nie wiem czemu ). Ja wolę się słuchać personelu, bo przyjdzie mi tam właśnie rodzić, a nie będę się narażała od progu:tak:;-). Taką teorię potwierdział też moja pani gin. Więc musi coś w tym być. Mi to zresztą bez różnicy- czy karetka czy samochód prywatny- ważne, żeby Dzidzi się nic nie stało. A że akurat karetka- to tym szybciej będę pod opieką lekarza. :-D
 
elaine z tym pytanie co bedzie pierwsze: bóle czy odchodzące wody to jak z kurą i jajkiem. nikt tego nie wie niestety. a ja kiedyś gdzieś czytałam, że babka miała tak, że poczuła jakby parcie na pęcherz wstała i jej wody poszły. no to teraz jak czuję że chce mi się siku to wstaję w obawie, że też tak mogę mieć. im bliżej końca tym większe schizy sobie robię he.:sorry: każdy ból i twardnienie brzucha przywołuje mi przed oczy obraz porodówki i tego uroczego krzesełka ginekologicznego :sorry: już oczywiście nie mówię, że ciągle płaczę przy każdej nadarzajacej się okazji nawet jeśli to tylko smutna piosenka w radiu i moje oczy się pocą:baffled:
a mój synuś nie był aż tak duży jak się urodził : 950 g i 37 cm :)
 
Nemesis- ja też sobie już powoli wkręcam. Każdy objaw zaczynam czemuś przyklejać.:tak:Staram się być opanowana ale to nie zawsze mi się udaje. Teraz np bolą mnie plecy-aż usiedzieć nie mogę:baffled:. Tak położyłabym się na brzuchu i je wyprostowała..a tu nic z tego..wyszłaby niezła kołyska;-) a nóżkami majtałabym w powietrzu:-D.
Moja kolezanka, która rodziła miała cesarkę- co do dnia i godziny wyznaczony termin. A my nie znamy ani miejsca kiedy to chwyci, ani dnia..ani godziny. :-) Dzidzia sama zdecyduje kiedy będzie chciała wyjść na świat:tak:. Póki co, niech jeszcze w brzuszkach siedzi u nas.
 
Ja wypowiem się na temat tych wód chociaż jestem w pierwszej ciąży ale informacje mam od położnej ze szkoły rodzenia więc mam do niej zaufanie. Otóż gdy wody płodowe tylko się sączą bardzo wolno to nie trzeba się aż tak śpieszyc i można spokojnie samemu wybrac się do szpitala. A gdy odejdą raptownie "wielkkie chlup" to nie można się z miejsca ruszyc i rzeczywiście tak jak cię z pogotowia zastaną tak i cię zabiorą... najczęściej na noszach. W przypadku nagłego odejścia wód pępowina może się obsunąc do kanału rodnego i dziecko naprawde może się udusic....
Kurde.. ja tez tego nie wiedzialam... :sorry:
 
O wodach własnie doczytałam sobie w necie, że odejście - czyli pęknięcie pęcherza płodowego- może grozić wypadnięciem pępowiny, albo doprowadzić do zakażenia. Dlatego należy niezwłocznie udać się do szpitala a nie czekać.
 
dobrze, że te tamty o wodach i porodzie się ciągle przewijają bo się nawzajemy uczymy i ciagle czegoś nowego się dowiadujemy. :tak:
ale wiem z doświadczenia, że jak się coś zacznie dziać to się włącza panika i człowiek zapomina o tych wszystkich wiadomościach. przynajmniej ja tak miałam w pierwszym dzidziolem, że aż blada się ze strachu zrobiłam i nie wiedziałam nawet co mówić kolesiowi z pogotowia bo się tak przejęłam tym wszystkim.:sorry: strach mnie zeżarł he
 
ojoj ale napłodziłyście stron - 11 - a dzień jeszcze długi ;-)
narobiłyście smaka na te naleśniki z dżemikiem no ale teraz to chyba już za późno na smażenie ale jak nie wytrzymam to chociaż 5 usmażę :-)
no i z tymi wodami dałyście mi do myślenia, w szkole rodzenia mówili o czopie i takie tam ale nie kojarzę tematu co zrobić jak gwałtownie wody odejdą :-( no ale w piątek idę do ginki a że przyjmuje w tym szpitalu co planuję poród to się jej dopytam jaką oni mają szkołę - czy może mężuś przywieźć czy po karetkę dzwonić :baffled:
 
reklama
Z ode3jściem wód może być różnie ,mi przy 1 porodzie sączyły się ponad 12 godz.Ale nawet nie próbuje wyobrażać sobie scenariusza kiedy odpływają niespodziewanie :baffled:
Wszystko się może jednak zdarzyć i po 38 tyg. zakładam ceratę pod prześcieradło na wszelki wypadek-potem też się przyda bo niunie czasami podczas karmienia na łóżku tak siknęły że bokiem pampersa uciekało-lepiej mieć wszystko zabezpieczone:)
drodka-witam w gronie mamuś z terminem na 28:)ciekawe która będzie pierwsza:-D
Małż na nockę poszedł więc mam luz -chyba w końcu te tapety przeklęte wybiorę bo nie mogę się zdecydować od miesiąca na kolor..
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry