Ivon17 ślubu 6 a poznania mojego M 11ta, jak to szybko minęło...
Byłam dziś na wizycie. Wreszcie załapał się skurczyk na ktg i to niezbyt silny. Powiedziałam mojej gin, że mocniejsze mam od 18 do 3 w nocy i częstsze to mi luteinę dała, bo stwierdziła że na takie szaleństwa jeszcze za wcześnie mimo, że szyjka długa. Wzięłam dziś pierwszą dawke i jest lepiej - nie boli

mimo że brzuch się stawia, aż mi jakoś dziwnie...
Młoda ma na chwilę obecną 2950. Ja znów zemdlałam na kozetce w czasie usg. Standard - nie mogę w ciąży leżeć z wyprostowanymi nogami. Załatwiłam wymaz na paciorkowca, za trzy dni wyniki. Mam zrobić jeszcze badania - krew, mocz, glukoza i coś z hemoglobiną jeszcze (za kare że nie dotarłam do diabetologa)...
Najlepsze jest to że termin na 28 a moja ginka idzie 14 na trzy tygodnie urlopu... Nie umawiała mnie na kolejną wizytę tylko kazała do 11 zadzwonić z wynikami. I na do widzenia rzuciła "Do zobaczenia po porodzie". Troszkę mnie to zestresowało. Z drugiej jednak strony jak pomyślę o poprzedniej ciąży to też miałam ostatnią wizytę 2 tyg przed terminem i ona szła na urlop, więc taka trochę powtórka z rozrywki.
Wizytę uważam za udaną. Dzięki temu, że M wziął wolne żebym nie musiała busem się taszczyć czy taksówką to pojechaliśmy jeszcze z młodym po kapcie do przedszkola - pełno ludzi wszędzie... Zdycham trochę, ale humor mi sie poprawił.