Dziewczyny jeśli macie takie historie piszcie będzie mi może tu lżej i będę wiedziała co jutro mnie czeka. Ostatnio miałam same leki ale to był 5 tydzień i to wystarczyło.
Ja za pierwszym razem poroniłam samoistnie, za drugim razem miałam poronienie zatrzymane. To był 8 tydzień wg OM, ale zarodek zatrzymał się na 6 tyg. bez czynności serduszka. Dostałam skierowanie do szpitala. Pierwszego i drugiego dnia dostawałam leki, ale oprócz bóli w okolicy podbrzusza i krwawienia nic więcej się nie wydarzyło. Następnego dnia miałam brać ślub. Mogłam albo czekać, aż leki w końcu zadziałają, albo zdecydować się na łyżeczkowanie - co polecał mi lekarz. W końcu zdecydowałam się na zabieg i przebiegł sprawnie, bez żadnych komplikacji, nie wiem też nic o zrostach - wygląda jakby nie było po tym śladu. Zabieg trwał króciutko i był wykonany w znieczuleniu ogólnym. Anestezjolog podała mi maseczkę, rozmawiała ze mną, a ja nawet nie wiem kiedy odpłynęłam. Następnego dnia wzięliśmy ślub, czułam się dobrze, tańczyłam. Nie mogłam tylko pić alkoholu, bo po małym nawet łyczku szampana mocno kręciło mi się w głowie. Oczywiście, jeżeli leki by podziałały, to byłabym za tym, żeby nie robić zabiegu, ale ta metoda była szybsza i w gruncie rzeczy mniej bolesna.
Z perspektywy czasu myślę, że teraz, 3 lata później, jest w naszym życiu o wiele lepszy czas na ciążę. Czasami to co nas spotyka wydaje się niesprawiedliwe i straszne, ale może wszystko ma swój cel? Trzymam mocno kciuki za szybki powrót do zdrowia i ponownych starań.
U mnie dokładnie po 28 dniach po łyżeczkowaniu przyszedł nowy cykl z okresem i właściwie nie było przeciwwskazań, by zacząć się starać od razu w kolejnym cyklu o ciążę.
Ściskam ciepło
