Tygrysku - he he, dobre z tym daniem teściowej.
A mnie dzisiaj głowa boli, że nie wiem co. Za oknem zima, biało i zimno. Nastrój bynajmniej nie wielkanocny.
Tymo znowu odstawia cyrki z jedzeniem. Nie ma temperatury. Poza sapką, kaszelkiem i właśnie tym odmawianiem jedzenia (choć nie co każdy posiłek, pół dnia je normalnie) nie ma żadnych innych objawów chorobowych. Jak mu wkładam butelkę do buzi to normalnie ma odruch wymiotny. Nie chcę tego lekceważyć, chociaż wygląda mi to wszystko na ząbkowanie, ale skoro tydzień temu lekarka dosłuchała się czegoś w oskrzelach, to może powinnam jutro - wobec braku poprawy - wybrać się raz jeszcze do przychodni?
Uśmiałam się dzisiaj jak nie wiem, bo po raz kolejny moje dzieci, a w zasadzie Kuba dostał od babci w ramach zajączka odzież tzn. komplet slipków i rajtuzy. Wszystko by było pięknie i ładnie, gdyby garderoba ta nie była w rozmiarze na 7-ka



Już nie wiem ile razy prosiłam, żeby zarówno teściowa, jak i babcia męża nie kupowały aż tak za wielkich rzeczy, bo potem przez kilka lat będzie mi się to walać po szafach, a i tak miejsca jak na lekarstwa. Już i tak mam cały wielki wór rzeczy, które Kuba podostawał w prezencie, a do których dorośnie za cztery, pięć lat dopiero. Ja nie wiem, czy one wychodzą z założenia, że jak kupią takie wielkie szmaty, to wnuczek będzie z nich dłużej korzystał? Nie, będą po prostu dłużej się walały, a i tak wyrośnie z nich w ciągu paru miesięcy od pierwszego założenia. A ja muszę wymyślać, gdzie te szmaty upchać, zanim Kubi do nich dorośnie. Czy nie wystarczy kupić czegoś o jeden rozmiar większy? No, może nawet być o dwa rozmiary, to już mniejszy problem, chociaż teraz Kuba i tak od wielu miesięcy nosi te same ubrania (98 rozm.) i dopiero od niedawna korzysta z rozm. 104 i to tylko niektóre rzeczy. A cały wór ubrań czeka w rozm. 122/128 i 128/134. Przecież zanim do tego dorośnie, to mole wpierniczą i tyle będzie z tego.