Najbardziej wkurza mnie to, że na tym oddziale, gdzie przecież przebywają malutkie chore dzieci nikt się nie przejmuje, że chorutkie potrzebują snu i spokoju. Cały Boży dzień odbywa się trzaskanie drzwiami, stukanie obcasami po korytarzach (pani doktor), bieganie i wrzaski starszych dzieci, zrywanie maleństw do badań w środku słodkiego snu, śmiechy na cały regulator i głośne rozmowy nie tylko personelu ale i współlokatorów. Normalnie jak na wojnie. Tymek zasypiał mi w domu przecież ok. 18:00 a tutaj wczoraj klapa, bo on do takich hałasów nie przyzwyczajony. Musiałam poprosić kobitkę, która ze mną leży i jej męża o przyciszenie rozmów i śmiechów (byłam grzeczna ale stanowcza) to dopiero bidulek zasnął, a była 20:00.