reklama

Wrześniówkowe mamy

Ja w szpitalu bedac 9 dni mialam problem z karmienie, najpierw synek nie umial ssac,pozniej okazalo sie,ze mam malo mleka, nastepnie byly podejzenia o "kiepskie" brodawki, dalej byl nawal mleka. Oj, co ja przeszlam:szok:! Wszyscy w szpitalu mimo to naciskali,zeby karmila piersia, jak szlam na dokarmianie to patrzyly na mnie jak na morderczynie. Bylam tam tylko 2 razy i potem stwierdzilam,ze wole juz sie pomeczyc niz wozic tam synka. Zwlaszcza jak to karmienie wygladalo: strzykawa w buzke i sru. Mleko wylewalo sie ustami.:-(:angry: Ale teraz ciesze,ze karmie piersia. Synkowi i mnie jest przyjemnie:-)
 
reklama
Czesc wszystkim :)

czekam sobie na polozna, moja mama z maluchem :)
Jednak fajnie jest miec rodzica blisko, bo juz posprzatane i jakos tak bardziej kobieco w domu ;)

martwie sie tym pepkiem, ale zobaczymy co powie polozna. Na wszelki wypadek moja mama nic nie widziala, bo z niej straszna panikara i jeszcze bardziej by mnie nastraszyla.

W ogole to jak widze forum zrobilo sie bardziej 'dzieciowe' niz ciazowe juz :)

Po kuracji woda, jablkami w dalszym ciagu w koncu wyjscie do kibelka zakonczylo sie sukcesem :)


Mam kolejne pytanie..bo wiem, ze karmiac piersia nie powinno jesc sie czekolady..ale..co z ptasim mleczkiem jesli je sie obierze ze 'skorki' czekoladowej ? Takie mam glupie te pytania...

Tak czy inaczej, pozdrawiam wszystkie serdecznie. jeszcze nierozdwojonym zycze cierpliwosci a tym juz po jak najmniej problemow z dziecmi :)

Aaa.. A co do cesarki, to ja jej nie mialam, ale miala moja ciotka, ktorej z kolei tez sie papralo. No i taka rane trzeba traktowac jak kazda operacyjna, czyli kiedy cos sie z niej zaczyna saczyc trzeba zglosic sie do lekarza, bo to moze byc (ale nie musi) poczatek czegos niefajnego. No i ta ciotka miala tak jak ktos wczesniej napisal. Tez trafila do szpitala.

lece juz do malego :) tak jakos dziwnie sie czuje kiedy sie niem nie opiekuje... Ale pewnie rozumiecie ;)
 
Pewnie, że dobrze jest karmić piersią, jest to dla dziecka najbardziej naturalny i uwzględniający potrzeby pokarm, ale jeżeli z jakiś powodów nie dajemy rady, to nie ma sensu robić czegoś na siłę, bo taka jest moda, bo pediatra krzywo patrzy, bo wszyscy naokoło karmią piersią i jest git. Ja znalazłam się na skraju załamania nerwowego, bo nie wychodziło mi karmienie naturalne. Trzy tygodnie koszmaru przeżyłam, bo nikt nie potrafił mi pomóc. Zresztą pisałam o tym w wątku Matki-Karmicielki - ale jakim sposobem?
Tak jak pisze Majandra warto próbować i nie tracić wiary w "wygraną". Jeżeli się uda to super, jeżeli mimo wszelkich wypróbowanych sposobów, karmienie naturalne staje się katorgą i powodem frustracji, to dla dobra swojego i maluszka warto może jednak się "poddać"?
 
No właśnie, Harsh, jakiś takiś dzieciowy nam się wątek zrobił:-):-):-). Ale to dlatego, że my nie rozdwojone, tak bardzo czekamy na nasze maluszki i wam, rozdwojonym, z całego serca kibicujemy i chcemy pomóc, jak tylko potrafimy:-):-):-).
A tak wracając do tematyki przewodniej niniejszego wątku:

WRZEśNIóWKI OCZEKUJąCE SWOICH MALUCHóW - GDZIE JESTEśCIE?! MELDUJCIE SIę!
Jak tam samopoczucie? Jakieś objawy zbliżającego się porodu?! Gdzie są Blimka, Igasia, Bedismall?
 
U mnie zadnych objawow zblizajacego sie porodu :-(:-(:-(.
Własnie wcięłam olbrzymitalerz frytek. Po takiej porcji kalorii i tluszczu maly szaleje w brzuszka :-)

I faktycznie telewizor wciaga ;-). Oprocz tyc frytek jeszcze nic w domku nie zrobilam i zaczynam miec wyrzuty sumienia. Fajnie sie tak siedzi w fotelu i oglada rozne programy :-D:-D:-D:-D
 
Ja już po KTG-mam już jakieś słabe skurcze,ale chyba przepowiadające, bo nie bolesne, rozwarcie na 2 cm i jak to pani powiedziała,w każdej chwili moge zacząć rodzić, czyli to samo,co powiedział mój lekarz we wtorek, a jest piątek :confused:. Coś czuję,że to jeszcze potrwa, przynajmniej okna nam wymienią zanim się dzidziuś urodzi.
Xeone-cieszę się,że się znalazłaś, ale faktycznie, gdzie pozostałe dziewczyny?
Uciekam jeść teraz, u mnie dzisiaj placki ziemniaczane, mniam mniam, potem mnie znowu żołądek będzie bolał,ale na razie planuję sie rozkoszowac smakiem.
 
Melduję się w dwupaku. Jestem trochę zamulona i nic mi się nie chce. Nie mam objawów nadchodzącego porodu. Nadal jak chodzę to dość mocno boli mnie brzuch na dole po bokach, to chyba wiązadła. Jakoś tak niewyraźnie się czuję, mąż jest przeziębiony, mam nadzieję, że nie sprzedał mi choróbska, ehhh
Aina-placki ziemniaczane mniam mniam, uwielbiam ze śmietaną i cukrem:-D:-D Dzisiaj rano zadzwoniła moja mama i mówi, że zrobiła dla nas pierożki ruskie. Kochana jest:-D
 
Ale pyszności sobie dzisiaj zafundowałyście - placuszki ziemniaczane, frytki, pierożki, uhhh.... A mnie coś zgaga po byle czym pali...
Idę nastawiać ziemniaki, bo u mnie dziś gulasz na obiad. Zdecydowanie wolałabym pierogi ruskie:-):-):-).
 
I ja się melduję w dwupaku (bo jak inaczej:eek:)
Wróciłam właśnie z KTG, oczywiście 0 skurczy, nic sie nie dzieje. Lekarz zaśmiał się tylko. Jak do wtorku nie urodzę to położą mnie do szpitala. To nie jest dobra wiadomość bo tam zapewne spędzę tydzień. Ech...
Z porannych objawów to tylko rozwolnienei zostało :baffled: ale to pewnie od owoców których wczoraj zjadłam całą masę.
Aina - mi 2 tyg przed terminem lekarz mówił że lada chwila a teraz sie śmieje że nie ma żadnych oznak. mi przestało być do śmiechu.
 
reklama
mi 2 tyg przed terminem lekarz mówił że lada chwila a teraz sie śmieje że nie ma żadnych oznak. mi przestało być do śmiechu.
Skąd ja to znam. Moj lekarz tez najpierw narobil minadzieii a teraz sie ze mnie smieje.
Aina ale mi narobilas smaka na placki ziemniaczane :-) Hmmm, moze jutro zrobie bo dzisiaj przygotowuje domowa pizze.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry