No, witajcie wieczorkowo!
U mnie dzień intensywny, jakoś tak czasu brakowało na dłuższe pobuszowanie na forum. Teraz Kuba ogląda baję, a męża zagoniłam do usypiania Tymka (ale raczej marne szanse na to, bo słysze, jak mały gada w wózku zamiast zasypiać;-)). A ja postanowiłam teraz napisać, bo potem, po 20:00 to już mogę nie dotrwać. Ostatnio jestem taka padnięta wieczorem...
U nas dzisiaj dla odmiany bardziej marudny jest Kuba, normalnie nic tylko się pociąć. Tymek był spokojny do 15:30, bo potem też zaczął wydziwiać. Ale nie dziwię się, z taką pogodą to i ja się czuję do bani. Łeb mi pęka, a nie mogę znaleźć żadnych tabletek przeciwbólowych.
Majandra - w przypadku Tymka niestety sposób na ziewanie nie działa, bo on ziewa dziesięć minut po obudzeniu, a jedyny wskaźnik bycia śpiącym to natężenie marudzenia. Niestety,czasem nie uda mi się zdążyć zanim się nie przemęczy i potem trudno go już ululać. A jeszcze jak jest Kuba w domu to w ogóle tragedia, bo przecież jemu się jadaczka nie zamyka i co wydaje mi się, że najmłodszy śpi to ten go wybudzi, rrrrrrrrrr...
Blimka napisała:
Mój od kilku dni właśnie chwyta się za siurka, zwłaszcza przy kapieli i przewijaniu, troche mnie to stresuje bo się martwię żeby sobie za mocno nie ścisnął
Ee, ja bym się nie martwiła, jak zaboli to puści:-). Jak czasem widzę, co mój pierworodny wyrabia w kąpieli ze swoim, to aż mnie ciarki przechodzą, a mąż na sam widok blednie, więc chyba póki co takich maluchów to nie boli

;-)
Larcia napisała:
moze kup takie specjalne siedzonko do kapieli?Ja takie mam od urodzenia Amandy i dzieki temu nie musze jej trzymac- tak o wiele latwiej wykapac maluszka.
Ja też mam taką foczkę i od urodzenia kąpię w niej Tymka. Ale ostatnio przeżyłam chwilę grozy. Ja mu myję nóżki, a temu mojemu sz-krabowi zachciało się przekręcać na boczek i tak się naprężył na tym siedzonku, że zrobił z całym majdanem fik i zanurkował w wodzie. Dobrze, że byłam przy nim


. Nawet nie płakał tylko był taki zdziwiony, że gdzieś mu się stały grunt obsunął:-). Ale od tej chwili trzymam leżaczek kąpielowy jedną ręką i co chwila patrzę, czy się młodemu znowu przekręcania nie zachciało.
Klavell - zamiast się zamartwiać, wybierz się po prostu z Hanife do lekarza. Jeżeli to ząbkowanie to cię uspokoi i powie, jak łagodzić dolegliwości, a jeśli to zapalenie ucha, to nie wolno tego lekceważyć, bo to leczy się anybiotykiem (w PL takie maleństwa zwykle lądują w szpitalu), może dojść do komplikacji, w tym czasowej lub trwałej utraty słuchu. Ja do objawów zapalenia ucha podanych przez Tygryska dodam jeszcze tylko płacz podczas ssania mleka z butelki, ponieważ ssanie nasila ból, a dziecko piszczy zamiast płakać. Może dojść też do wysięku z ucha lub możesz zauważyć więcej niż zwykle "miodku" w uszach.
Nuśka - ja mam ten sam problem, bo Tymek powinien być szczepiony pod koniec stycznia ale wtedy brał zastrzyki. Jutro minie 14 dni od końca kuracji, a ten łobuziak też mi od czasu do czasu pokasłuje i ma katar. Więc jeszcze trochę się wstrzymam i poobserwuję.
Doti - ja po tej narkozie przy wycięciu woreczka też się źle czułam, wymiotowałam, czułam okropne torsje, miałam temperaturę i w ogóle byłam wypluta. Pół roku wcześniej miałam cesarkę w ogólnym i czułam się po niej zupełnie inaczej i o niebo lepiej. Natomiast we wrześniu, po drugiej cesarce, narkozę zniosłam kiepsko, choć obyło się bez mdłości i wymiotów. Ciężko mnie było postawić na nogi. A ja jestem drugi dzień na diecie wątrobowej... Jakoś daję radę z tym gotowanym i duszonym, choć nie przepadam i tęsknię za schaboszczakiem...

;-) Ale gdzieś mnie tam lekko ciśnie pod żebrem... Buuuu... Chyba od sera żółtego na śniadanie...
Hruda - to nie fajnie z tym szczepieniem. He he, a co do uprzedzenia o nieobecności lekarza, przecież tam wszystkim korony z głowy by posapdały, gdyby mieli podzwonić po pacjentach. Nie, no, zbyt wiele oczekujesz od służby zdrowia

;-)

Acha, no i oczywiście trzymam kciuki za koleżankę i jej synka. Mam nadzieję, że długo ich nie potrzymają w tym szpitalu. No i powodzenia na polu walki z wiatrakami, czyli z wielebnym;-)