Uh, no śniadanko nieco się przeciągnęło:-):-):-);-)
A ja dzisiaj miała okazję przekonać się po raz n-ty jak to ja mam stado przyjaciół zawsze gotowych do spotkania się i troszczących się o moją skromną osobę. Miałam ochotę wyjść dzisiaj gdzieś na piwko z dziewczynami z paczki, ot, zrobić taki Babski Wieczór z wiadomej okazji. Obdzwoniłam chyba z dziesięć tzw. przyjaciółek i co? Żadna nie miała ochoty spędzić ze mną wieczoru. A to już gdzieś poumawiane, a to początkowo jak najbardziej się zgadzały, przecież świetny pomysł, czemu nie, tak dawno się nie widziałyśmy... by po godzinie oddzwonić, że jednak nie, bo już wczoraj i przedwczoraj balowały, więc dziś nie wypada... Eh... Nieźle... A mój mąż mi zawsze wypomina, że przecież nikt mnie na siłę w domu nie trzyma, że zawsze sobie mogę wyjść wieczorkiem, tylko ja się pytam, z kim??? Kiedyś wystarczyło zajść do jednej czy drugiej knajpki i wiedziałam, że na 100% kogoś spotkam lubianego i posiedzę przy piwku, pogadam i miło spędzę czas. A teraz się, qrna, porobiło. Same domatorki, a potem się dowiaduję, że były to tu, to tam, oczywiście, szkoda, że mnie nie było ale ojejku... zapomniały zadzwonić... Ale pewnie i tak byłam zajęta, wiadomo - dzieci, dom... Masakra. Dobrze, że chociaż sobie na mecz poszłam... I taki mi dzisiaj Dzień Kobiet wyszedł. Zaraz kopsnę się pod prysznic i do wyrka. Z miziania z małżonkiem też nici, bo ciągle gości @, a ja nie lubię sobie robić smaka i nic z tego nie mieć... UUUU, niech mnie ktoś przytuli...