Smile, to nie jest tak, że "nie bo nie". Rozmawiałam kiedyś z moją Szwagierką, która kończy studiować żywienie człowieka. Ja się na tym nie znam specjalnie, ale mleko krowie ma zupełnie inny skład niż mleko matki czy modyfikowane - jest tam mniej substancji potrzebnych dziecku w tych pierwszych miesiącach. Poza tym dziecko chyba nie ma jeszcze enzymów trawiących to mleko. Czy tam coś...
Ale kiedyś były inne zasady. Moja Teściowa szła według książki przy pierwszym dziecku i w 2 tygodniu zaczęła podawać truskawki :/ Denerwuje mnie tylko to, że do nich (w sensie - "starego" pokolenia) teraz nie docierają żadne racjonalne argumenty, jeśli chodzi o żywienie dzieci.
Powiem szczerze, że bałabym się zostawić Franka pod opieką Teściów, bo na pewno coś by mu dali "zakazanego" do jedzenia. Nie rozumiem, czemu nie mogą się cieszyć, że tak długo dziecko było na samym mleku matki - najlepszym, co może dostać...:/
Mój Tato zaskoczył mnie ostatnio bardzo pozytywnie. Bo myślałam, że on taki dość wyluzowany jest jeśli chodzi o żywienie dzieci, a został chwilę z Frankiem jak pojechaliśmy z Mężem do sklepu i opowiadał potem, że jadł brzoskwinię, a Franek patrzył na niego urzeczony i ślinka mu ciekła

Więc zapytałam, czemu mu nie dał kawałka. Na co Tato odparł, że nie wiedział, czy można. Baaardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jestem teraz spokojna, że jak Franek zostanie z Rodzicami na noc i poranek we wrześniu, to dadzą mu kaszkę, ewentualnie bułkę przy śniadaniu i potem mleko. I nic więcej.