Ja myślę, że teraz będę już mądrzejsza i albo będę na początku częściej Młode przystawiać do piersi (zanim mleko napłynie), albo będę w sytuacji kryzysowej prosić o butelkę. Franek drugiej nocy przepłakał mi ze dwie godziny - nosiłam go, tuliłam, sprawdzałam pieluchę. A teraz sobie myślę, że był po prostu głodny. No ale ja wtedy na to nie wpadłam :/ W końcu zasnął, chyba z wycieńczenia po prostu...
Potem karmiłam go już bardzo regularnie, min. co 3 godziny, bo mnie nastraszyli, że przez żółtaczkę musi regularnie jeść, żeby wysikiwać bilirubinę. Do 6 tygodnia budziliśmy go nawet w nocy co 3 godziny. Potem zobaczyliśmy, że przybrał 2 kilogramy i mu odpuściliśmy nocne karmienie
Budził się już tylko dwa razy, niedługo potem raz. I tak mu zostało do 11 miesiąca...:/
Potem karmiłam go już bardzo regularnie, min. co 3 godziny, bo mnie nastraszyli, że przez żółtaczkę musi regularnie jeść, żeby wysikiwać bilirubinę. Do 6 tygodnia budziliśmy go nawet w nocy co 3 godziny. Potem zobaczyliśmy, że przybrał 2 kilogramy i mu odpuściliśmy nocne karmienie
. I od początku na piersi. Natomiast z Matim miałam problem. Pomijając fakt, ze człowiek zielony przy pierwszym dziecku, to babki w szpitalu mówiły, proszę karmić na leżąco, będzie wygodniej. To ja kombinowałam i ni hu hu nie wychodziło, bo Mati nie chciał jeść. pluł piersią, nie łapał. I już stres gotowy. Pierwszy posiłek zjadł po 26 godzinach od porodu w domu, dałam butlę. Przez cały ten czas próbując go dostawić "na leżąco". Pytany lekarz stwierdził, ze widać mały się opił wód płodowych przed porodem i nie jest głodny. A ja stres dlaczego moje dziecko nie je tyle godzin.
) więc cała! niedzielę! stałam i karmiłam ją! co minutę! co pięć!!!