U mnie szpital sporo daje ale uwazam ze dobrze miec swoje bo np. podklady poporodowe w szpitalu to jakies sa najtansze typu Bella a ja chce miec Canpol. Ubranka dla dziecka daja ale sasiadka mowila ze lepiej miec ze 2 kpl swoje bo akurat czegos jej zabraklo dla malego. Ogolnie uwazam ze niewielka ilosc roznych srodkow warto miec (np. 1 opakowanie podkladow, 1 opakowanie majtek siateczkowych 5szt, 10 szt pampersow, etc.). zazwyczaj przy szpitalu jest apteka i wszystko da sie dokupic. koszul uwazam ze trzeba min. 3 (u mnie szpital daje ta do porodu). Ja mam 5 szt bo dostalam. Laktator dostalam to biore i nakladki tez. Ale jak bym nie dostala to bym nie kupila specjalnie. Laktator za drogi zeby "kupowac na zas" a nakladki... znam osobiscie 1 tylko osobe ktorej sie przydaly. Mi sasiadka dala 2 opakowania nawet nie otwarte.
Żeby do czegoś dojść trzeba wyruszyć w droge!
W szpitalach jako podkłady dają zazwyczaj Absorgyn a podpaski na potem Bella, która jest lepsza niż jakieś cuda wianki. Co prawda takie długie i grubaśne są mało wygodne ale w pierwszych dniach krwawi się sporo, zakładając brak łyżeczkowania czy cc. Tak czy inaczej nawet jak szpital zapewnia, to wzięłabym choć po 1 opakowaniu swoim bo czasem trzeba się potem prosić - zależnie od szpitala of kors. Wzięłabym też podkłady typu seni 60x60 bo jak w nocy ubrudzisz prześcieradło krwią to opiernicz murowany. Ja sobie takie pod tyłek kładłam i się nie martwiłam. Ilość koszul/piżam - w zależności od tego ile dni standardowo trzymają - jedna na każdy dzień. Będziecie się pocić po porodzie mocno. Ciuszki brałabym swoje bo szpitalne mają inną florę. Klapki pod prysznic oczywiście, tantum rosa i butelka z dziubkiem żeby sobie to krocze polewać (działa łagodząco też na otarcia nawet jak nacięcia nie było), jakiś żel do higieny intymnej (ten co w ciąży ), żel pod prysznic i szampon, ja miałam też balsam i dezodorant, szczotka do włosów i gumka (jeśli wiążecie włosy), ręcznik, szlafrok zimą może się przydać. Ja brałabym jakiś kosmetyk dla dziecka chyba, że wszystko Wam jedno czym umyją (w szpitalu, w którym ja rodziłam obie córki 6 lat temu to była emolium a 3 lata temu już nivea ) I czym nasmarują (zazwyczaj parafina ciekła ). W moim szpitalu dają zawsze maść do pupy robioną, więc to sobie odpuszczałam, tak samo spirytus bo sami pielęgnują pępek.
Nakładek na brodawki lepiej nie mieć. Łatwo zacząć karmić z nakładkami a potem ciężko od nich odejść - wiem coś o tym. Położne zamiast pomóc przystawić dziecko do gołej piersi wolały iść na łatwiznę. Starszą kp tak ponad rok, młodszą 9 m-cy a potem dopiero udało się zrezygnować. Lepiej, jeśli chcecie sobie ułatwić, smarujcie brodawki już teraz olejem z migdałów aby były elastyczne, a jak są zbyt płaskie czy wręcz wklęsłe, to wspaniała położna Ina May Gaskin poleca metodę ze strzykawką - kupić taką 20ml, odciąć końcówkę z dziubkiem i opiłować aby nie była ostra, przykładać do brodawek wcześniej natłuszczonych i zasysać je tłoczkiem do środka strzykawki. Widziałam zdjęcia - efekty powalające.
Jedna z ważniejszych rzeczy : nie zapomnijcie na poród o kanapkach dla siebie i zapasie wody!!! Nawet, jak nie będzie się chciało jeść w trakcie porodu to po będziecie głodne jak wilki a nie powiedziane, że akurat załapiecie się posiłek. Po 1 porodzie udało się dostać obiad (urodziłam o 14.33) przy 2 nic do rana (urodziłam o 20.55). Woda na poród w butelce 0,5l z dziubkiem ale w torbie miejcie chociaż 2x po 1,5l bo będzie was suszyło po. Laktator lepiej wziąć niż nie brać - choćby zwykła pompka z apteki bo do tych szpitalnych kolejki. Ale tak na prawdę do udanego karmienia zazwyczaj wystarczy mnóstwo pozytywnego myślenia [emoji16] pooglądajcie tez sobie filmiki jak prawidłowo przystawić dziecko - na położne w szpitalu nie zawsze można liczyć.
