u mnie hmmm jakies 3 tyg po ostatniej wizycie bolal mnie brzuch myslalam jednak ze to problemy z jelitami jednak rano zaczelam krwawic, pojechalam do szpitala tam jednak zamiast mi pomoc "grzebali" we mnie przez co dostalam niewygolnosc szyjki, klucili sie ponad 2h co ze mna zrobic w koncu moj tata wkurzyl sie i zabral mnie do innego szpitala tam przyjeli mnie w 5 min polozyli do lozka nogami do gory, podali sterydy i leki przeciwskurczowe zrobili badania w ktorych wyszlo prawdopodobne zarazenie gromkowcem krwi ( tydzien wczesniej bylam w lab badania robic i uznali ze to tam sie stalo) niestety w nocy dostalam skurcze co 3 min rozwarcie 4 cm decyzja podjeta nie ma wyjscia cc. o 22.38 na swiat przyszedl Alanek, lekarze byli w szoku maly dostal 8 punktow ( bylo by 10 ale pluca byly nierozwiniete na tyle) zabrali go do inkubatora, pierwsze zdjecia malego przyniosl mi maz na drugi dzien bo nie bylam w stanie sie ruszyc rano pozniej bylam u niego 2x dziennie do ostatniego dnia. Maly jedynie mial wylew 2 stopnia ktory sie wchlanial niestety na oddziale byla badzo zarozumiala lekarka dla ktorej nasze dziecko nie powinno zyc a my zabardzo sie wszystkim interesowalismy za duzo wiedzieismy co z dzieckiem sie dzieje ( ordynator oddzialu jest przyjacielem mojego gina dzieki czamu wiedzialamo wszystkim) gdy wyszlo na to ze maly dostal rozedmy i my o tym wiedzielismy lekarka zrobila wielki szum ze ktos nas informuje przez co poszla na ponad 2 tyg urlopu. Maly rosl w oczach lekarze z kazdym dniem coraz wieksze szanse mu dawali, musialam zamawiac specjalne pieluszki dla malego bo normalne duzo za duze byly a maly lubil osikiwac wszystko do okola. Niestety szczescie nie trwalo dlugo 4 dni po powrocie lekarki stan malego z dnia na dzien zaczol sie pogarszac przestal siusiac nerki mu wysiadly okazalo sie ze zaczela go *****(sory za wyrazenie) szprycowac furosemitem ktory go zatrul 9 dni pozniej o 7 rano dostalam telefon bardzo mi przykro ale Alan odszedl. Moj synek umarl na dyzurze tej kobiety zadnego innego lekarza. Pielegniarka reanimacyjna 40 min o niego walczyla wbrew lekarce pozniej w sekrecie mi powiedziala ze maly walczyl caly czas mimo ze mozg i organy juz umarly jego serduszko nadal walczylo.
Zapytacie czy cos z tym zrobilam nie nic nie zrobilam bo bym musiala narazic mojego syna by w nim grzebali a on wystarczajaco wycierpial u ordynatora wyblagalam by zgodzil sie na odstapienie od sekcji ciezko bylo bo nie chcial sie zgodzic ale w koncu odpuscil gdy powiedzialam ze juz zaduzo cierpial przynajmniej po smierci niech nie cierpi jeszcze ehh sory za bledy ale rycze jak glupia i zabardzo nie widze jak pisze .....