renia - to zależy od bezdechu, jak jest lekki to faktycznie bierzesz dzidzię, wybudzasz i luzik, ale jak jest głęboki to już nie jest tak fajnie, ja Misią mogłam wywijać w powietrzu i nic, była sztywna jak deska, na szczęście jakoś intuicyjnie się zawsze wybudzłam, ja ją brałam na jednią rękę i drugą musiałam ostro uderzyć w plecy, wtedy się dopiero wybudzła i łapała oddech, dodam tylko, że kładłam ją na ręku, a ona była sztywna i wisiała jak podczas hipnozy, masakra. Z tego co się dowiadywałam, to jeśli dziecko ma bardzo silny bezdech to nic mu nie pomoże... Misia jak już wielokrotnie pisałam urodziła się z objawami wcześniactwa i miała problemy z oddychaniem, stwierdzono "stękanie wydechowe", po wypisaniu ze szpitala nie było problemów, dopiero jak skończyła 6 miesięcy to dostała pierwszy bezdech i lekarz stwierdził, że jest to następstwo refluksu, była leczona ok roku, w tym czasie dostała jeszcze 2 kolejne bezdechy, wszystkie w nocy. Pod koniec leczenia kazali mi czekać przy bezdechu i powiedzieli, że w ciągu 15 sekund powinna sama odzyskać oddech, faktycznie sama zaczęła oddychać po jakiś 15 sek przerwy. Ogólnie nie ma jednej recepty na zachowanie się w tej sytuacji, każde dziecko jest inne, należy zawsze wybudzić dziecko, ale to nie jest kwestia wzięcia go na ręce niestety, tak czy inaczej nie życzę nikomu takich przeżyć.