Hopeful_11 u mnie Kochana dosłownie na odwrót niz u Ciebie....najpierw puste jajo...pomyślałam ok peszek, tego sie nie leczy i mala szansa (podobno) na powtorkę....parę mcy pozniej bylam juz w kolejnej, zdrowej ciazy i tez stracilam ja nagle pod koniec 21tc i nie wiem czy dostane tu odpowiedź. Tylko tej bakterii moge sie zlapac, ale czy pojedyncza kolonia tyle by namieszała? Tak szybko skróciłaby szyjkę?
Chciałabym byc dobrej mysli, ze do 3 razy sztuka ale tyle tu tragedii

Trzymam kciuki za nas wszystkie, dobrze, ze jest to forum i mozna sobie pogadac, pożalić się i doedukować bo ja to wiecej wiem od Was niz od lekarza prowadzącego....chociażby wiem o co pytać....
Kurde ja uważam że niekiedy to są takie głupie zbiegi okoliczności, na niektóre rzeczy nie mamy wpływu. Tak miało być i koniec. Bo jak to wytłumaczyć ? Ja straciłam córkę w 5 miesiącu przez ten nieszczęsny wyrostek i stan zapalny. Mówili że operacja w 2 trymestrze jak już narządy dziecka są wykształcone jest bezpieczna. Być może tak jest, być może wszystko byłoby dobrze gdyby mnie pseudo lekarze przez których nie dość że straciłam dziecko to jeszcze ja mogłam stracić życie. Szybko zaszlam w drugą ciążę i bliźniaki jednokosmowkowe jednoowodniowe czyli ciąża możliwy najgorszy, najbardziej niebezpiecznym typ ciazy. Jak to mój gin stwierdził prędzej w totka człowiek wygra glowna wygrana niż zajdzie w ta ciaze. I zaś skończyło się to zle choć tak wierzyla że będzie dobrze bo czułam się wspaniale i wyniki miałam też idealne.
A teraz pozytywne zakończenia: Magda tu od nas z forum miała covid w pierwszym trymestrze, była w szpitalu, było z nią źle... małe Rambo jak i ona mają się dobrze i niedługo dzieciątko będzie na świecie

u mojej koleżanki na początku ciąży zdiagnozowali guza mózgu,miała robiony rezonans w ciąż, silne leki dostawała i urodziła w 37 tyg. Zdrowe dzieciątko.
Od mojej siostry współpracowniczka cała ciążę miała zapalenia pęcherza i od początku do końca na antybiotykach była...wczoraj urodziła, wszystko jest ok.
Moja koleżanka ze szkoły cała ciążę z petem w ryju, dodatkowo popijala sobie bo przecież mała ilość nie zaszkodzi

dziś mala prowadziłam do przedszkola a ona z wózkiem jechała, w tamtym tyg.urodzila i z dzieckiem wszystko ok .
Także kochana mogły te bakterie się przyczynić a nie musiały. Tak miało być i choćbyśmy nie wiem jak przeklinaly ten los czasu nie cofniemy. Musimy patrzeć pozytywnie w przyszłość i wierzyć że u nas też będzie to pozytywne zakończenie. Ja już coraz rzadziej zadaje sobie to pytanie dlaczego akurat mnie to spotkało. Spotkało, przyjęłam to na klatę. Jest masa osób co ma gorzej i jakoś daje radę, a ja nie dam ?
Ja w marcu przechodziłam covid, pojawił się stan zapalny w lozysku

dziecko było zdrowe. wtedy nie byłam jeszcze szczepiona, bo szczepienia nie obejmowały mojej grupy wiekowej. Miałam cesarkę (przez mój stan) wiec na kolejne starania musialam poczekać. Jak dostałam zielone światło, to okazało się puste jajo

Pamiętam jak po cesarce rozmawiałam na jednej grupie z dziewczyna, która straciła dziecko przy porodzie, tez cc, musiala odczekać a później jej się przytrafiło puste jajo. Dopiero trzecia ciaza zakończyła się sukcesem. Pomyślałam sobie ze to jest jakaś masakra i nie wyobrażam sobie jak ona jeszcze zniosła to drugie niepowodzenie. Otóż już sobie wyobrażam jak to jest i mam wrażenie że mnie złapała jakaś znieczulica... cholernie się balam o swoje zdrowie, żeby zabieg się udał itp, ale bardziej to traktowałam jako "chorobe" ginekologiczna. Pewnie dlatego, że pęcherzyk byl pusty i od początku wiedziałam, że nic z tego nie bedzie. Natomiast cala ta sytuacja dala mi strasznie w kość. Z jednej strony myślę sobie, że teraz już wszystko musi być ok a z drugiej mam zwatpienie, co jeszcze mnie czeka... chwilowo odpuszczamy temat starań. Na pewno chce mieć dwie normalne miesiaczki, a później zobaczymy. Czuję się psychicznie wykończona po tym roku.
Ale się nagadalam... chyba musialam to z siebie wyrzucić
Ja przy pierwszej później stracie chciałam się zabić. Pamiętam że mówiłam że moje serce umarło razem z tym dzieckiem. W ogóle nie myślałam wtedy o swoim zdrowiu, o swojej rodzinie, o swojej córce która czekała na mnie w domu.
Przy drugiej ciąży bliźniaczej wiedziałam że będą problemy, że poród wcześniejszy będzie i bałam się już o swoje zdrowie, o to że jakby coś poszło nie tak to jak moja mała sobie poradzi. I jak się okazało że serduszka dzieci przestały bic, chciałam żeby że zrobili jak najszybciej zabieg, żeby nie było komplikacji, żebym mogła wrócić do domu do rodziny, odczekać i zaś zacząć starania.
Mi też ten rok dał mega w kości, marzę żeby już się skończył. Po nowym roku zaczynamy starania chyba że w tej trombofilii coś wyjdzie nie tak ale myślę że nie. I też myślę że w nowym roku już wszystko będzie ok, że za dużo zła się zadzialo w tym roku. A z drugiej strony myślę sobie że skoro jestem taka pechowa to czemu miałoby być dobrze? Moze nie jest pisane mi mieć więcej ziemskich dzieci?
Dziś rano wstalam z takim przekonaniem że jestem spełniona. Mam cudowna rodzine, zdrowie, dach nad głową, pracę a dziecko kolejne jak będzie to będzie jak nie to nie. Choć powiedxialam sobie że nie spoczne póki nie będzie jeszcze jedno dziecko. I nagle moja mała zapytała się mnie, zaś ,kiedy Będzie miała rodzeństwo. Trochę się zasmuciłam a ona widząc to stwierdzila żebym się nie martwiła bo jak się nie będzie udawać to możemy zaadoptować

byłam w szoku lekkim ale kocham to moje madrusie dziecko
Laski musimy wierzyć że będzie dobrze
