Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Niecałe dwa lata i pełne zdaniaszkoda że jeszcze nie powinno pisać i czytać no jestem w szoku
Oczywiście że potrafią ale Twoje jeszcze nie ma dwóch lat a tu każdy dzień ma ogromne znaczenie tak naprawdę. Norma jest bardzo szeroka. Spotkałam się że dzieci ponad 2 lata tak mówiły ale przed 2 rokiem to jedynie pojedyncze słowa albo sporadycznie udało się złożyć dwuwyrazowe. Miałam doczynienia z wieloma dziećmi i większość do 2 roku życia to prawie nic nie mówi. Synek koleżanki skończy 2 lata w lipcu i on nie mówi praktycznie nic. Także te 200 słów co mówię Twoje dziecko to jest naprawdę super. I pamiętaj jak pójdziesz prywatnie to nigdy lekarz nie powie że jest wszystko super to jest dla niego korzyść. A lepiej pracować z dzieckiem co jest w normie niż faktycznie z zaburzeniami. I później jeszcze sobie zasługi przypisująProstymi zdaniami, czyli np. mama woda albo tata bam. Na tym etapie pożądane są takie dwuwyrazowe połączenia. Myślę, że jeszcze mamy czas, bo każde dziecko ma swoje tempo i kilkumiesięczne odchylenia jeszcze o niczym nie świadczą, ale mam w rodzinie dwulatka, który ostatnio powiedział do mnie "To autko jest mniejsze, a to większe", więc naprawdę 2-latki potrafią takie rzeczy![]()
Nic dodać nic ująć. W bardzo zła stronę to idzie lekarze naprawdę przeginająZ takim podejściem, że niektóre dzieci w tym wieku to już coś tam robią lepiej albo więcej to można sobie całe życie chodzić po specjalistach i terapiach. Zawsze znajdzie się jakieś dziecko, które zrobi coś szybciej albo lepiej.
Normy są szerokie i jeśli dziecko się w nich mieści to się mieści i koniec. A nie, że się mieści, ale...
I tak - fajnie, że dziś jest tyle możliwości wczesnej interwencji, ale moim zdaniem zaczyna to iść w bardzo złą stronę, bo nie skupia się na dzieciach, które jej rzeczywiście potrzebują, tylko pcha się w terapię prawie każde dziecko, które trafi do gabinetu. Nie znam dziecka, które nie usłyszało od fizjo, że coś jest nie tak i należy ćwiczyć. A uwierzcie mi mam w otoczeniu bardzo świadomych rodziców i praktycznie każdy poszedł z dzieckiem, żeby sprawdzić czy wszystko ok. No i co? No i oczywiście każde dziecko potrzebuje ćwiczeń. Bardzo ciekawe.
Też nie lubię podejścia, że spoko, nic nie musi, rozgada się. Bo może faktycznie się nie rozgada. Ale mówienie, że 200 słów na 20 miesięcy do dolna granica normy to moim zdaniem przegięcie duga stronę. I teraz przychodzisz na forum, piszesz takie rzeczy i inne mamy to czytają i myślą sobie, kurde to z moim dzieckiem też coś nie tak. I lecą do logopedy, który oczywiście mówi im, że no taaaak, mogły już mówić zdaniami złożonymi, bo są dzieci, które tak mówią. Także mogłoby być lepiej. I tak się nakręca ta spirala.
Żałuję, że napisałam o tych 200 słowach, bo to zaburzyło całą moją intencjęZ takim podejściem, że niektóre dzieci w tym wieku to już coś tam robią lepiej albo więcej to można sobie całe życie chodzić po specjalistach i terapiach. Zawsze znajdzie się jakieś dziecko, które zrobi coś szybciej albo lepiej.
Normy są szerokie i jeśli dziecko się w nich mieści to się mieści i koniec. A nie, że się mieści, ale...
I tak - fajnie, że dziś jest tyle możliwości wczesnej interwencji, ale moim zdaniem zaczyna to iść w bardzo złą stronę, bo nie skupia się na dzieciach, które jej rzeczywiście potrzebują, tylko pcha się w terapię prawie każde dziecko, które trafi do gabinetu. Nie znam dziecka, które nie usłyszało od fizjo, że coś jest nie tak i należy ćwiczyć. A uwierzcie mi mam w otoczeniu bardzo świadomych rodziców i praktycznie każdy poszedł z dzieckiem, żeby sprawdzić czy wszystko ok. No i co? No i oczywiście każde dziecko potrzebuje ćwiczeń. Bardzo ciekawe.
Też nie lubię podejścia, że spoko, nic nie musi, rozgada się. Bo może faktycznie się nie rozgada. Ale mówienie, że 200 słów na 20 miesięcy do dolna granica normy to moim zdaniem przegięcie duga stronę. I teraz przychodzisz na forum, piszesz takie rzeczy i inne mamy to czytają i myślą sobie, kurde to z moim dzieckiem też coś nie tak. I lecą do logopedy, który oczywiście mówi im, że no taaaak, mogły już mówić zdaniami złożonymi, bo są dzieci, które tak mówią. Także mogłoby być lepiej. I tak się nakręca ta spirala.
Rozumiem jak dziecko nic nie mówi jak tylko piszczy np. jak się w ogóle nie obraca to są sygnały że może być coś nie tak. Oczywiście może się zdarzyć że i lekarz będzie uczciwy tylko że takich jest coraz mniej niestetyCzytam to, co piszecie i nie wierzę. Mam w domu dzieci wymagające dość intensywnej terapii. By dotrzeć do córki sama zostałam terapeuta. Czytam i nie wierzę. Nie będę was edukować, ale nie zgodzę się, że w każdym prywatnym gabinecie zawsze coś wynajdą. Moje dzieci naprawdę wymagają wsparcia rozwoju na różnych płaszczyznach i często słyszę, że nie muszę przychodzić. Niczego terapeuci nie wymyślają i na nic nie naciągają. Oczywiście różni są terapeuci, ale trzeba używać głowy i słuchać intuicji.
Natomiast wpisy jakie tu czytam ważam za bardzo krzywdzące. Jeśli coś niepokoi, to obowiązkiem rodzica jest konsultacja że specjalista
@Destino Ale nie ukrywajmy - ty szłaś do specjalistów z dziećmi z problemami. A nie jako "nadopiekuńcza" matka, którą można naciągnąć na kasęA to jest różnica.
Jak dziecko nic nie mówi, tylko piszczy albo w ogóle się nie obraca to już nie są sygnały, tylko wielka syrena alarmowa, że faktycznie coś jest nie tak. Sygnały z założenia są subtelne, jak właśnie opóźniony rozwój mowy, brak prawidłowej komunikacji, niewykonywanie poleceń, nieco gorszy kontakt wzrokowy...Rozumiem jak dziecko nic nie mówi jak tylko piszczy np. jak się w ogóle nie obraca to są sygnały że może być coś nie tak. Oczywiście może się zdarzyć że i lekarz będzie uczciwy tylko że takich jest coraz mniej niestety