witajcie Kochane!!!
Pamietacie mnie jeszcze? ;-)wpadłam zameldować się, że ja o Was pamiętam, ale nie miałam szans cos naskrobać ani doczytać. Mieliśmy kryzys w karmieniu, wczesniej byliśmy dwa dni w szpitalu, żółtaczka się nasiliła po wyjściu z pierwszego szpitala. W niedzielę położna przyszła na spotkanie i od razu zauważyła, że jest bardziej żółty niż był, a do tego od piatku już bardzo słabiutko jadł, płakał całą noc, bo był głodny, a że miał tą żółtaczkę,to był za słaby i zbyt śpiący, zeby dobrze possać. A ja sierota się nie skapnęlam i nie podawałam mu sztucznego mleka, żeby go dokarmić. Przez co spadł mocno z wagi, taki chudziutki teraz jest...Przez dwa dni w szpitalu ledwo dawałam radę, bo darł sie w niebogłosy pod tymi lampami, nie mogłam spać, tak płakał...w rezultacie i ja się poddałam i beczałam razem z nim. Pielęgniarki i lekarze kazali mi spac na siłe, ale jak mogłam zasnąc, jak obok dziecko zachodzi się od płaczu? na drugi dzień już było trochę lepiej, bo teściowa była ze mną, to pomogła mi go uspokoić jak znowu miał lampy. Potem kolejne badania krwi i niby poziom czegoś tam mocno spadł i moglismy wyjść do domu. W domu znowu horror z karmieniem, po butelce nie chciał za bardzo wrócić na pierś...I tak do dziś, kiedy to stara, mądra położna przyszła na wizytę i powiedziała mi jak mam go karmić, co i kiedy. Do tego dużo pomogła mi kok.o ...jeszcze raz wielkie dzięki Kochana!!!!!!!!!!
Tak więc widziecie, że naprawdę nie miałam jak i kiedy, a do tego zero chęci na cokolwiek niż sen...Mam nadzieję, że z czasem się to jakoś unormuje i powrócę do świata żywych!!!
Nie odpisuję każdej z osobna, bo kompletnie nie wiem co się tu działo...kiedyś to doczytam...

Pamietam tylko, że jutro wielki dzien dla
Gatto!!!!!!!!!!
Kochana!!! trzymam kciuki, żeby wszystko poszło dobrze i bez komplikacji!!! i czekamy na koleje dziecię forumowe!!! głowa do góry!!! będzie dobrze!!!
Trzymajcie się babeczki! niedługo tu powróce!!!!