U nas była pierwsza próba uśnięcia w swoim łóżeczku.
Po jedzonku wszystko było ok jak było u kogoś z nas na rączkach, ale jak tylko znalazła się w swoim łóżeczku od razu w ryk

Wydaje mi się, że robili smy wszystko z zaleceniami ksiązki "Uśnij wreszcie" . Wychodziłam z pokoju i czekaliśmy 1-3 minut a ponieważ Małgosia dalej płakała, zaraz wracalłam do niej :-(
I tak do 23. W końcu usnęła ze zmęczenia, a ja myślałam, że się rozryczę. Czułam się jak wyrodna matka, która skazuje dziecko na samotne zasypianie, dla własnej wygody :-(
W nocy obudziła się jeden raz na papu, ale była tak zaspana, że bez problemu pozwoliła się odłożyć do łóżeczka.
Dla mnie płacz mojego dziecka też jest nie do zniesienia i najchętniej biegłabym od razu ją uspokoić. Małgosia naprawdę nie jest płaczliwym dzieckiem, szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że pierwsza noc będzie tak ciężka.
Może powinniam trzymac się ściśle reguł książki i nie dotykać małej, jak wracam do pokoju..? Bo kiedy wracam, to dotykam jej, mówię do niej cichutko i głaszczę po główce.
A w książce zalecają tylko stać i mówić łagodnie. Dziewczyny pomóżcie, bo jestem już strasznie skołowana
