Witam wszystkie Panie :-) Przeczytałam całe forum. Moja historia jest taka. Mam 36 lat. USG prenatalne wyszło super, wszystkie markery prawidłowe, ryzyko około 1:6000 (dokładnie nie pamiętam), test PAPP-A niestety zaburzył przepiękne wyniki i ryzyko podniosło się na 1:983. Niby i tak niewielkie. Jednak lekarz stwierdził, że testy z krwi wskazują na ZD. Powiedział również że są "tzw. nieme downy", czyli takie, które nie są wykrywane przez USG, a moje wyniki krwi wskazują na właśnie taki przypadek. Po przeczytaniu tego forum i nie tylko wiem już, że testy z krwi mogą dawać wyniki fałszywie dodatnie, jak również mogą być nieprawidłowe ze względu na mój niezbyt młody wiek. Jednak ziarnko niepewności zostało zasiane. Z mężem powiedzieliśmy sobie, że amniopunkcję odpuścimy, pod warunkiem, że te dwa różne całkiem filary (czyli USG i biochemia) będą prawidłowe. A z racji tego, że biochemia wyszła źle zdecydowaliśmy się na amnio. No więc jestem 4 dni po amnio. Czekam spokojnie na wyniki. Nawet się nie denerwuję. Największe stresy miałam związane z powikłaniami i ewentualnym poronieniem. Z tego co poczytałam to ile przychodni tyle procedur. Jedne kobiety leżą po 3 dni w szpitalu, inne tylko 15 minut. Jednym zaleca się leżeć i są na zwolnieniu, inne idą normalnie do pracy. Z moich podczytywań wyciągnęłam takie wnioski, że powikłania częściej (chociaż to pewnie nie jest reguła) przytrafiły się paniom, które tego samego dnia wróciły do domu i wracały do aktywności. Zabieg robiłam we Wrocławiu w Szpitalu na Brochowie. Leżałam tam 3 dni. Pierwszego dnia miałam wszystkie badania, czyli badanie ginekologiczne, usg i morfologia. Kazali mi bardzo dużo pić. Następnego dnia musiałam być na czczo, zabieg trwał jakieś 10 minut (bezbolesny), potem 2 godziny musiałam leżeć (nawet nie mogłam wrócić do sali, tylko mnie przewieźli jak po operacji), po dwóch godzinach mogłam wstać do toalety i na posiłek i leżenie do końca dnia. I znowu kazali duuużo pić. A następnego dnia kontrolne USG i do domu, do tego tydzień zwolnienia z przykazaniem oszczędzania się. Czy warto robić amnio? Nie wiem. Najbardziej bałam się powikłań, w nocy się budziłam czy nie mam mokrego łóżka i żałowałam, że takie stresy zafundowałam maluszkowi. Dzisiaj lęk mi minął, trwa piąta doba od zabiegu i myślę, że najgorsze ryzyko powikłań jest za mną. Z drugiej strony do końca ciąży nie chciałabym żyć w niepewności. To też byłby wielki stres i dla mnie i dla maluszka. Na pewno mogę powiedzieć, że jak robić amnio to tylko w dobrym ośrodku, a najlepiej w szpitalu, gdzie po zabiegu obserwują pacjentkę. Życzę wszystkim mamom zdrowych dzieciaczków :-).