Witam, zastanawiam się, czy któraś z aktywnych mamuś w tym wątku zagląda tu nadal albo może ktoś spojrzy na ten post, kto już jest po takim problemie?
Przeżywam identyczną gehennę jak Colorama opisuje... ale ja od ponad roku.
Moja córka ma 13 miesięcy. Przez 3 pierwsze tygodnie życia było cudownie - nie spodziewałam się w najśmielszych oczekiwaniach, że z małym dzieckiem może być tak mało roboty. Regenerowałam się po ciężko przechodzonej ciąży i bez większych problemów opiekowałam się dzieckiem w dzień i w nocy.
Po 3 tygodniu coś się nagle zmieniło- dziecko zaczynało coraz częściej i więcej płakać, moje wysiłki nic nie dały, płacz ilościowo i głosowo narastał. Po 3 miesiącach byłam na skraju załamania i zawołałam rodziców do pomocy - żeby chociaż ją bujali jak ja będę szła do toalety. Żeby był ze mną w domu ktokolwiek do momentu jak narzeczony wróci z pracy.
Niestety ich bujanie i zabawianie niewiele dawało - ryk był ciągły i nieustanny.
Zmniejszył się jak mała zaczęła być mobilna. Ale dziecko jest nadal koszmarnie marudne, a kładzenie spać to katorga - czy położę przed pierwszymi oznakami zmeczenia czy po - kręci się, wstaje, płacze, pada znowu i tak w kółko. A czasem od razu siada i wpada w histeryczny ryk. Pokój wietrzony, czy zimniej czy chłodniej czy ciemno czy z małą lampką - nie ma znaczenia. Histeria czasem zaczyna się od wejścia do pokoju. Niekiedy histeria jest jak ja kładę, ale najczęściej jak narzeczony. Kiedy chce pierś do spania to tylko mama, kiedy nie potrzebuje jej to tylko tata.
Od dawna śpi z nami w łóżku bo po 3 miesiącach budzenia się co 20 min przestałam rozróżniać co jest snem a co jawą i wiedziałam że lada chwila mogę z nią upaść czy ją upuścić i nie być tego świadoma (usypialam już na stojąco).
Teraz jest lepiej ale nadal źle. Nie mogę przez dłuższą chwilę nie zwracać na nią uwagi, bo zaczyna się pojękiwanie, później głośne marudzenie i ostatecznie przechodzi w histeryczny płacz. Ktoś mi poradził, żeby nie zwracać na nią uwagi w takich momentach- zrobiłam to tylko raz i efekt był taki, że nie tylko nie przestała płakać, ale zaczęła się dusić a potem wymiotować (wymioty były tak gwałtowne, że szło nosem). Dlatego dla mnie już nigdy więcej nie ma opcji ignorowania jej. Po tym zdarzeniu zasugerowałam pediatrze czy może nie powinnam isc z dzieckiem do psychologa, to usłyszałam „konia z rzędem temu, kto wejrzy w duszę tak małego dziecka”.
Nosic w nosidelku - tez odpada (sadze ze chusta raczej tez) - widzę ze Hania nienawidzi być unieruchomiona. Musi się dziać dużo ciekawych rzeczy naraz żeby wysiedziała mi w nosidelku.
U pediatrów byłam dwóch - moja rodzinna NFZ mówi, ze widocznie to taki typ dziecka. Prywatnie u lekarza, który w moim mieście uchodzi za najlepszego - stwierdził ze to kolki (miała wtedy 5 mcy) i ze poza tym zdrowe dziecko z dobrymi odruchami, neurologicznie ok. Drugi raz nie było.
Rodzinnej sugerowałam refluks (bo i było ulewanie, niechęć do leżenia na plecach, bardzo częste czkawki) ale powiedziała ze jestem mistrzem w wymyślaniu chorób i nie ma co tworzyć teorii skoro zdrowe dziecko.
Sedno mojego pytania: CZY KTÓRAŚ Z MAMUŚ MOŻE SIĘ WYPOWIEDZIEĆ CO DALEJ Z WASZYMI PŁACZKAMI?
Czy teraz się może po latach okazało, co było Waszym dzieciom?
Czy robiliście badania pod kątem refluksu, na własna rękę, pomijając już pediatrów? Jeśli tak, to jak i gdzie?
Liczę, że znajdzie się chociaż jedna, która podzieli się kontynuacją historii i da nadzieje takim jak ja, którzy niestety teraz przerabiają to samo.
Jak ktoś mi opowiada, że dziecko mu ząbkuje i że już 3 tydzień to trwa i że nie daje już rady...to jak opowiadam co ja mam od roku, to widzę ze ludzie nie wierzą. Bo i ciężko uwierzyć że można rok czegoś takiego przetrwać. Ja jestem osobą bardzo wytrzymała, prawie z żelaza...ale już nie daję rady. Nawet więźniowie po roku tortur się łamią.
Czuję się jak na jednym wielkim rollercoasterze - jest dwa dni względnego spokoju i zaczynam mieć nadzieje, że zacznie być już normalnie - tak jak u koleżanek, sąsiadek, znajomych .... i potem dzieciak nieprzerwanie przez kilka dni a czasem tygodni „daje czadu” tak, że chcę uciec z domu i nigdy nie wrócić