Cześć Babki

Od razu przepraszam, że nie doczytam, ale wpadam na chwilę z obiecanym opisem porodu i spadam na drzemkę póki dziewczynki śpią bo padam na twarz;-)
A więc 14 marca pojechałam do swojego lekarza na ktg tak ok godz 17. Wcześniej odstawiłam fenoterol. I na tym badaniu wyszły mi skurcze co 7 min takie na 50 %. Lekarz nie chcąc ryzykować kazał mi jechać jeszcze tego samego dnia do szpitala. Wiec ja oczywiście w płacz, że jeszcze nie chcę rodzić, że chcę donosić do 37 tygodnia i takie tam.
W domu mąż spakował torbę, wykąpałam się i pojechaliśmy do szpitala, ja cały czas z nadzieję, że jeszcze z niego wrócę.
Tam zrobili ponowne ktg, skurcze się wyciszyły ale kazali mi być na czczo w razie czego. A że obiad jadłam o 15 to sobie całą noc popijałam wodę bo przecież rodzić nie miałam zamiaru. Na drugi dzień rano badanie ginekologiczne i sączace się wody...decyzja cięcie o godz 13 i oczywiście opierdziel że piłam wodę.
Więc grzecznie poszłam do pokoju, zadzwoniła do męża, żeby był na 13 i nawet nie zdążyłam się zestresować bo się doktorom plany pozmieniały i już o godz 10 zabrali mnie na porodówkę....ledwo zdążyłam zadzwonić do męża

Dziewczyny, cesarka....luzik....zero lewatywy, zakładanie cewnika zero bólu, znieczulenie w kręgosłup jak ukłucie komara. Za to po cięciu jest hardcorowo, trzeba leżeć na wznak 24 godz, póżniej zdejmują cewnik i jak masz potrzebę to wstajesz do kibelka. A wstawanie i chodzenie po cięciu to niezłe wyzwanie.
I tak to wyglądało w telegraficznym skrócie. U mnie w Łodzi dzieci nie leżały z mamami tylko na osobnym oddziale i tylko chodziłam do nich co 3 godz na karmienie. A były już wykąpane i przewinięte. Tak to nie wiem jak bym dała radę sama, bo tatusiowie nie mogli wchodzić na oddział noworodkowy jeśli znajdowały się tam inne karmiące mamy.
A teraz pomału ogarniamy wszystko w domku....roboty jest co niemiara ale uśmieszki i cudne minki wynagradzają stres i zmęczenie.
Całuję Was mocno, życzę donoszenia maluszków jak najdłużej. Odpoczywajcie, śpijcie na zapas i jedzcie na co macie ochotę póki można.
Aaaaaaa......od razu po porodzie zrzuciłam 11 kg
