Cześć dziewczyny :-)
widzę, że dzisiaj ruch na forum większy
kurczę, nie wyrabiam z tą moją infekcją..nos jakby cały czas zawalony i to gaaaaardło....nic nie pomaga i to już tydzień czasu sie ciągnie, boli jak diabli i mam wrażenie, że się duszę..dzisiaj skapitulowałam i zadzwoniłam do mojej rodzinnej i biorę antybiotyk chyba

trochę mam stracha, bo wizyta u gina we wtorek i cos mowil o rozwiązaniu w przyszłym tygodniu, a antybiotyk to 7 dni, no ale nie mam się jak z nim skonsultować, bo do poniedz. jest nieuchwytny, a ja juz nie wytrzymuje :-(
mowilam tej lekarce rodzinnej ktory tydzien, co i jak i powiedziala, ze antyb., mam nadzieję ze to jest ok..
a moze ktoraś z rozpakowanych mamus miala sytuację, ze brala antybiotyk tuz przed rozwiązaniem? dodam, ze u mnie z uwagi na ulozenie dzieci na bank cesarka
a swoja drogą tak na chlopski rozum, jak bym nie wyleczyla tej infekcji to na bank by mi dzieciaki w szpitalu zabrali, nie? wiec chyba lepiej wyleczyć????