Dziewczyny,ale się wnerwiłam..pisałam z 15 minut i mnie wyrzuciło! Spróbuję od nowa...
mati- dziękuję ślicznie,że mi wszystko opisałaś, czytałam tak jakbym czytała o sobie, kiedy byliśmy z mężem już radośni,że w końcu nam się udało-prawie dwa lata staraliśmy się o dziecko w 8 t.c. pojawiło się krwawienie a raczej krwotok, poleciało ciurkiem wracałam metrem do domu całe spodnie w krwi, zapłakana,zasłabłam,wysiadłam na jakiejś stacji i zadzwoniłam do męża,że musi mnie odebrać myśleliśmy,że to już po wszystkim..lekarz stwierdził wielkiego krwiaka i odklejanie kosmówki u jednego z dzieciaczków, decyzja czy jadę do szpitala i leżę,czy kładę się w domu, wybrałam dom, leki na podtrzymanie ciąży. Krwiak wchłonął się dopiero w 16 tygodniu. W między czasie u dziewczynki w okolicach 14 tygodnia NT wyszło 2.9 dostałam wizytówkę od kolegi Roszkowskiego,miałam się zastanowić czy robimy amniopunkcję-nie zadzwoniłam do niego, tak długo starałam się o dziecko,że nie mogłam teraz ryzykować poronieniem przy wielkiej ranie w macicy..Potem zaczęłam słabnąć i trafiłam do szpitala na patologię ciąży, okazało się,że muszę tam poleżeć tydzień,wyszła anemia,niedokrwistość, zespół złego wchłaniania. Wyszłam ze szpitala,ale nadal czułam się źle, zbadałam ponownie cukier i oczywiście wyszła cukrzyca ciążowa, w między czasie dermatoza ciężarnych, ciała ketonowe w moczu i na ostatnim KTG skurcze co 5 minut-chcieli mnie wysłać do szpitala,ale się nie zgodziłam,więc mam brać nospę i magnez przy napinaniu brzucha. Mam taką traumę,że dobrze,że będę miała dwójkę dzieci na raz,bo więcej już nie zdecydowałabym się. Ciekawe,czy jeszcze coś mnie czeka..Boże Daj,żeby dzieciaki były chociaż zdrowe,bo mnie wywiozą w kaftanie z porodówki...
onlyone- nie denerwuj się sama widzisz,że u mnie NT było wyższe. Czytałam w różnych źródłach,że w innych krajach norma jest do 3,więc jakby co mieścimy się w normie, Twoje wody też są na granicy,ale w normie! Dziewczyny z forum, na którym jest Mati pocieszały mnie,że ich dzieci miały NT nawet 4 i urodziły się całkiem zdrowe, musimy jakoś wytrwać moja droga...