Też zazdroszczę takiej wagi dziewczyny, ja 2 tygodnie temu miałam +11kg, a przez ten czas na pewno przybyło. I ostatnio niestety mam taki humor, że "ratuję się" słodyczami... Ja nie wiem co te moje dzieci ze mną robią, bo przed ciążą słodyczy jadłam mało, a jeśli już to praktycznie domowe i to z tych "zdrowszych". A teraz to wstyd normalnie ile potrafię wciągnąć gotowych słodkich paskudztw... Ale szczerze mówiąc momentami mam tak dość, że jest mi już wszystko jedno.
Dzisiaj znów jeden łobuziak mi wlazł pod żebra, ćwiczy tam kopniaki i coś uciska, ból jak nie powiem co. Jakiś słabszy czas mam teraz, hormony z drugiego trymestru korzystniej na mnie działały pod kątem humoru i optymizmu
Co do sn i cc - bardzo, bardzo chciałam, żeby u mnie był możliwy poród naturalny. Być może nie wiem co mówię, bo nie rodziłam wcześniej. Ale cesarka z całą tą otoczką, że dzieci i męża widzi się niewiadomo kiedy, że trzeba leżeć plackiem potem, że znieczulenie w kręgosłup (tak, wiem, że wszyscy mówią, że to wcale nie jest straszne, ale i tak napawa mnie przerażeniem), że cewnik, no i sam fakt jak to cięcie wygląda wywołuje we mnie naprawdę wielki strach. Porodu też bym się bardzo bała i wiem, że różnie bywa, są dziewczyny po traumatycznych przejściach, ale i tak... Muszę to jakoś przetrawić i się postawić do pionu.