Zoyka, u nas dolne jedynki szly kilka dni. Tzn. wczesniej juz byly sygnaly, troche marudzenia itd., ale finisz typu maruda do kwadratu, ryki i rozpacze, to doslownie pare dni, kiedy zabki juz byly niemal widoczne w formie zbielalych dziasel. Teraz ida nastepne, dziasla juz biale, ale maly w sumie ma humor w kratke, tylko place ciagle w buzi.
Florentyna, podobne wyspy sa w Warszawie, ale i tak chyba nie sa tak duze jak to co tutaj. Krakow jest straszny, wybiegi duzych kotow to dla mnie kompletna porazka.
Katrina, Karol tez sypial od poczatku w lozeczku i mysle ze lozeczko w sypialni rodzicow to swietny poczatek. Teraz czasem go w nocy biore do nas, ale to z lenistwa - jak smoczek wypluwa to sie czasem wybudza, wiec prosciej mi go "kneblowac" nie wstajac.
Uff... Siadlam wreszcie z kawa. Ale mam radoche! Bylam w agencji dogadac kwestie kontraktu, jest ok, a dopisane recznie umeblowanie to... prezencik. Byla propozycja ze strony sprzedajacej, odkupienia mebli ktore tam widzielismy, ale my... golce jestesmy teraz bo co bylo poszlo w depozyt i oplaty, nawet musielismy sie zapozyczyc troche. Mebli nie mamy swoich, ale zalozylismy ze Karol ma w czym spac, a reszte sie pomalutku bedzie kompletowalo, wiec odmowilismy dodatkowej transakcji. No i... zostawiaja w domu poza meblami kuchennymi (byly w kontrakcie) 2 lozka z materacami (napisane ze dwuosobowe), szafe, toaletke, komode, lawe, 2 stoly i 8 krzesel, mebloscianke. Mebelki z lat glebokiej komuny polskiej, ale jak sie nie ma wyra ani stolu, nie wspominajac zeby krzesla posiadac, to chocby na tymczasem calkiem cenna sprawa. Jak cos bedzie wybitnie straszyc to... kominek jest.