Majuskowe schody mi się podobają. Godzilla wyrośnie, a balustrada zostanie.
Nas czeka przebudowa połowy chałupy, bo to się w sumie bardziej kalkuluje niż budowanie zasieków dokładnie wszędzie. Na razie jest paskudnie niebezpiecznie dla dziecka, ale Maks jeszcze nie jest mobilny, więc mamy chwilkę czasu.
Zoyka - kciuki trzymam.
Mój synek zdaje się być psychicznie absolutnie gotowy do włączenia "ludzkiego" jedzenia. Od jakiegoś czasu kategorycznie domaga się uczestniczenia w naszych posiłkach. Mowy nie ma o leżeniu w bujaczku jeśli na stole jest obiad. Przeważnie siedzi u mnie na kolanach i odprowadza wzrokiem każdą łyżkę. Usiłuje wyciągać rączki w stronę talerza, ale złośliwie trzymam nakrycie poza zasięgiem małych łapek. No ale dziś na obiad był między innymi ryż. Maks kiwał mi się nad talerzem i próbował sięgać paszczą i przysuwać sobie talerz łapkami. W końcu pozwoliłam mu spróbować - przysunął sobie talerz i wciągnął pyszczkiem kilka ziarenek ryżu. Oczywiście zapluł się i mnie dokładnie, ale był absolutnie zachwycony! I w dodatku żuł ten ryż, aż w końcu połknął!
Kupiłam mu taką nakręcaną na butelkę łyżeczkę i próbowaliśmy czy da się jeść mleko z łyżeczki - też całkiem dobrze mu szło.
Myślę, że za jakieś 2 tygodnie zaczniemy już powoli wprowadzać jakieś jabłuszko do Maksiowej diety.
Misia - współczuję. Ja u dentysty z definicji dostaję kataru, na tle histerycznym ( żeby pogłębić wrażenie, że się duszę). I w ogóle to mając do wyboru poród i dentystę - zdecydowanie wybieram poród. Po pierwsze mogłam się miotać i łazić, a po drugie nikt mi nic nie trzymał w paszczy więc się nie dusiłam i mogłam przeklinać.