witajcie
Msza - poza ty, że trwa ok. 45-60 minut (dużo zależy od tego jak długie jest kazanie), składa się z tzw. elementów stałych (dwa czytania, ewangelia, kazanie, podniesienie, itd.). Nie wgłębiajmy się aż tak, chyba, że chcecie, to poproszę mojego szefa, żeby mi dokładnie wyjaśnił różnice między mszą a nabożeństwem.
Natomiast nabożeństwo majowe czy różaniec są na określoną okoliczność i trwają zdecydowanie krócej.
Kościół w Irlandii pare lat temu przeżył bardzo poważny kryzys, kościoły świeciły pustkami i dlatego duchowni musieli coś z tym fantem zrobić i: msza trwa tu na ogół ok. 35 min. z kazaniem (chyba, że to polska msza, to normalnie ok. 50-60 min.), kościół na każdej mszy jest pełniutki i 90% osób idzie do komunii.
Chrzty są udzielane nie na mszy - jak to się dzieje w Polsce, tylko jest to potraktowane indywidualnie - ze względu na to, że dzieciom czasami ciężko jest wytrzymać całą mszę na której jest udzielany chrzest. Chrzty sa tu co tydzień w sobotę i na ogół jest wtedy 6-7 dzieci chrzczonych (jak to określiła nasza Landlordka - miejscowość, w której mieszkamy to Baby farm). Uczestniczą Ci, których to dotyczy - rodzice, chrzestni, zaproszone osoby z rodziny i oczywiście chrzczone dzieci.
Mi to pasuje!!
Ollena - wszystkiego dobrego dla synka!!!!!!
azula - hmm tak na prawdę fakt, że rodzice nie maja ślubu kościelnego nie powinien stanowić problemu, bo to jest chrzest dziecka. Wymaga się, żeby rodzice chrzestni byli albo osobami mającymi ślub kościelny, albo są same.
Na prawdę bardzo dużo zależy od podejścia księdza.
Zoyka - życzę Wam, aby jednak wszystko poszło po Waszej myśli.
Kłaczek - wiesz wkurza mnie tutaj to, że Irysy są nieodpowiedzialni i czasami po prostu głupi, ale niczego się nie uczą - nawet na swoich błędach, bo nikt nie wyciąga żadnych konsekwencji z ich działania, wiec to nie mobilizuje do używania szarych komórek. U Was widzę jest podobnie.
Aniu - to niech Wam służą. A tak jak już zostało napisane - gotuj dla Tabriska pod Wandzię i karmienie masz załatwione!!! Uśmiałam się.
Jak syn mojej siostry miał tak ze 2 latka i siostra przyjeżdżała z nim do rodziców, to Dominik siadał koło miski Daisy i karmił ją suchą karmą. Dawał jej po jednym "ziarenku" do pyszczka i ta zjadała - wszystko do końca, a potem jak wychodziła na dwór to rzucała pawiami z przejedzenia. To suche to miała zawsze tak asekuracyjnie wsypane, gdyby była głodna.... ale jak mały wpadał, to pieska dokarmiał.