Asia - my też z czystym sumieniem możemy polecić x landera. W dzień wózek dla dziecka, w nocy noclegownia dla kota
Misia - przeczytałam ten wywiad co go wrzuciłaś, ale tak sobie myślę że na optykę tej kobity poważny wpływ miały stosunki z własną matką. A tak w ogóle to wszystko to komplikate jest... Z jednej strony ten obowiązujący obraz macierzyństwa ociekający słodyczą i ( co mnie zawsze śmieszy) zdjęcia w bieli - mamunia na biało, dzidzia na biało, wszystko wokół białe - żadnych plam, pawi, smarków i sików, czyściutko i sterylnie. Z drugiej strony jakaś zajadłość ( nie wiem, może typowo polska?) i to ze strony kobiet właśnie - rozliczanie innych, czy są wystarczająco dobrymi matkami, czy odpowiednio bardzo sobie wypruły flaki, czy im nie za łatwo, przypadkiem? Ostatnio się taka moja znajoma wypłakiwała - szczęśliwa że w ciążę zaszła po dłuuugich staraniach, podzieliła się radosną nowiną to wsiadły na nią matki polki - że koniec z karierą zawodową, że się już nigdy nie wyśpi, że szkoda ( obłudne zołzy) że taka inteligentna a teraz już tylko o zupach i kupach będzie z nią można pogadać, że utyje, zbrzydnie, będzie miała żylaki i nietrzymanie moczu.
Tak mi się czasem wydaje, że pęta się po polskim społeczeństwie etos matki heroicznej i jakaś licytacja trwa w tym temacie, że się jakość macierzyństwa mierzy rozmiarami poświęcenia, niewyspania, dramatycznego osamotnienia i ogłupienia.
A o matce Madzi wiem niewiele, bo przestałam sprawę śledzić dawno temu - cały dramat został zredukowany do medialnego show, to jakiś chory big brother na żywo, truman show, impreza z cyklu jak zostać celebrytą mordując własne dziecko. Cholernie niesmaczne. I wepchnięcie 2 latka w okno życia wydaje mi się gestem z tej samej bajki, mimo wszystko.