Młode uśpione, to zaglądam na chwilę. Byliśmy na basenie - Maks już w szatni włącza radosny rechot, uwielbia te zajęcia. I kocha skoki do wody - sadza się go na brzegu basenu i puszcza, a on z piskiem entuzjazmu skacze ( i oczywiście trzeba go złapać, zanim zanurkuje).
A przy okazji mój mąż awansował na Marsjanina. Wyjeżdżamy na basen i już za bramą słyszę pytanie " a zabrałaś moje majtki?" No kurza dupa... Słodkim głosem zapytałam " a stolec był, kochanie?"*. Po czym wyjaśniłam, że zabrałam co moje i zabrałam wielką torbę rzeczy niezbędnych do obsługi dziecka na basenie i że ni cholery nie rozumiem czemu dorosła mężczyzna ode mnie oczekuje, że będę za nim gacie nosić. Wrócil do domu szukać, nie było go z 10 minut, ale znalazł i przyniósł. ( Z trudem znalazł, bo przecież nie było tam gdzie zostawił, czyli w torbie z którą wrócił z basenu w ubiegłym tygodniu - ktoś mu złośliwie te majtki wyjął, wysuszył, a na jakąś godzinę przed wyjściem na basen przyniósł wraz z ręcznikiem i do rąk własnych oddał, ze stosownym komentarzem. To usłyszałam, że owszem, coś mu się kojarzyło że mu gdzieś te majtki przyniosłam, ale nie pamiętał gdzie i kiedy)
* Gwoli wyjaśnienia tekstu ze stolcem - nie pamiętam kogo historia dotyczyła, ale w mojej rodzinie krąży od lat. Otóż pewien człowiek płci męskiej chory był. Lekarz go badał, zaglądał tu i ówdzie, temperaturę mierzył i ciśnienie i w końcu zadał pytanie " a stolec był?" Na co ów człowiek zwrócił się do swojej żony " Marysiu, a stolec był?"